Poradźcie Podłej Zdrajczyni
Dodane przez Zdrajczyni dnia Luty 18 2020 10:26:54
Witajcie
Jestem w związku od ponad 20 lat. Zostaliśmy parą z wielkiej miłości. Mamy dwójkę dzieci. W zeszłym roku miałam romans, który trwał kilka tygodni. Mąż szybko się zorientował. Natychmiast zażądał zerwania tej znajomości, co też zrobiłam. Nie zamierzam się usprawiedliwiać. Nie ma usprawiedliwienia dla tego, co zrobiłam. Na pewno nie w oczach mojego męża. W moich też nie. Chciałabym porozmawiać o tym, co dalej.
Minęło 10 miesięcy. Początkowo były kłótnie, płacze, całe godziny rozmów w domu, całe godziny pisania wiadomości, gdy byliśmy w pracy. Trwały zwykle do późna w noc. Przyznałam się do wszystkiego, mąż wydusił ze mnie [i]wszystkie[/i] szczegóły. Piszę rwydusiłr1;, bo chociaż przyznałam się do większości spraw, początkowo chciałam ukryć bardziej wstydliwe szczegóły. Jednak on nie dał za wygraną. Musiał wiedzieć [i]absolutnie wszystko[/i], znać każdy detal tej znajomości. Szczere wyznanie nie przysłużyło mi się. Po pierwsze, choć zaprzeczał, rozpaliło jego wyobraźnię. Po drugie, nigdy w nie nie uwierzył, bo taka zakłamana podła osoba jak ja, na pewno coś tam jeszcze przed nim ukryłar30;
Nie uwierzył więc, że się przyznałam (rtakie jak Ty nigdy nie zdobywają się na szczerośćr1;), że zakończyłam tę znajomość (rone zawsze tak mówią, podłe dzi*ki jak Ty), nie dość się starałam (bo wszystko, co od tamtego czasu robię, nic nie znaczy i trąci fałszem, czy to chęć spędzenia z nim czasu, czy nawet kanapki do pracy). W ogóle nie było widać, że mi zależy. W końcu zaciągnęłam go na terapię. Tam usłyszał, że przecież robię wszystko, co w ludzkiej mocy, na co odrzekł, że to o wiele za mało.
Kilka razy był bliski decyzji o rozwodzie; na kolanach błagałam go o szansę, on się zastanawiał. Nie rozmawiał i nie rozmawia o tym z nikim w realu, za bardzo wstydzi się tego, co zrobiłam; za to pisze na forach. Obcy (i podobnie jak on poranieni) ludzie chętnie i energicznie rzucają kategorycznymi radami, co powinien zrobić. Dostaje porady w stylu: rzdradziła raz, zdradzi znowur1;, rto taki charakter, nic nie zrobiszr1;, rna pewno kłamie, one takie są, te zdradzieckie k***r1;.
W końcu uznał, że wobec mojego braku starań (!) i braku uczuć (zdrada [i]zawsze[/i] oznacza brak miłości) rozwiedzie się ze mną, a jednak ciągle mieszkaliśmy razem (zajmowaliśmy się dziećmi, robiliśmy wspólnie zakupy i nawet spaliśmy w jednym łóżku). Nadal liczyłam, że zmieni zdanie. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że w tym okresie mąż przez półtora miesiąca spotykał się z inną kobietą. Okłamywał mnie, bo jak twierdzi chciał, żebym poczuła, jak to jest być oszukiwaną, chciał, żeby mnie zabolało. Gdy odkryłam, że jest z kimś innym, zrozumiałam, że żaden cud już się nie zdarzy i sprawy rozwodu oraz mojej wyprowadzki nie można już dłużej odkładać. Wszystko wydawało się skończone. Wtedy mąż stwierdził, że ta kobieta nic dla niego nie znaczy, miała tylko zagłuszyć jego ból i poprawiała mu samopoczucie. Powiedział, że nadal myśli tylko o mnie, kocha mnie i chce dać nam jeszcze jedną szansę.
Od tego czasu upłynął kolejny miesiąc, a ja zastanawiam się, na czym ta szansa miała polegaćr30; Przez większość czasu nie odzywa się do mnie, unika kontaktu, a gdy próbuję rozmawiać, to staje się agresywny. Nienawiść do mnie wypływa wręcz uszami. Normą są wyzwiska (jestem błotem, k*rwą, szmatą, zwykłą dzi*ką) r11; podkreśla przy tym, że to nie wyzwiska, tylko stan faktyczny i gdybym umiała szczerze spojrzeć na siebie, sama bym się tak nazywała. Nie obraża mnie przecież, bo kogoś takiego jak ja, szmaty bez godności, nie można obrazić. O mojej zdradzie mówi cały czas w liczbie mnogiej (zdradziłam go z robcymi facetamir1;, choć wie, że był to jeden człowiek). Jakbyśmy nie mieli tych gigantycznych problemów, wymyśla nowe (a może właściwie ja go cały czas zdradzałam, przez te 20 lat? Gdy ma jaśniejszy umysł, to twierdzi, że sam w to nie wierzy. A jednak temat powraca).
Terapia jest głupia i mu nie pomaga. Nie pasuje mu także rozmowa o przyczynach zdrady (uważa to za zrzucanie na niego odpowiedzialności, choć zawsze podkreślam, że winna jestem tylko ja). Zgadza się, że mieliśmy bardzo poważne problemy (finansowe, długi), które zrzucił na moje barki, a które trwały blisko 10 lat; że mogłam czuć się samotna, bo nawet nie, że nie okazywał mi uczuć, tylko [i]starał się[/i] ich nie okazywaćr30; Dlaczego? Nie umie odpowiedzieć. Że moje próby rozmowy na ten temat to były rbabskie pierdołyr1;, a moje chęci okazywania uczuć wielokrotnie go irytowałyr30; Przyczyna wszystkiego jest i tak tylko jedna r11; mój k***wski charakter, który objawił się po ponad 20 latach. Jestem zła, zimna, samolubna, wszystko to sobie zaplanowałam i zniszczyłam mu życie.
I gdy już myślę, że nie ma tu o co walczyć, mówi nagle, że mnie kocha, nigdy nie przestał i że nie chce się poddać, tylko spróbować być ze mną mimo wszystko. Nie wiem, co to oznacza: nie będziemy wychodzić razem z domu (bo z tamtym chodziłam na randki), nie okazuje mi żadnych pozytywnych uczuć (bo na to nie zasługuję), nie robimy nic razem (na to przyjdzie czas rkiedyśr1;), nie chodzimy na terapię.
Podobno to ja, podła zdrajczyni, za wiele od niego oczekuję. A przecież wiadomo, że na NIC nie zasługuję. Być może to prawda, ale jak to pogodzić z szansą dla nas? Wszyscy wtajemniczeni doradzają nam rozstanie. My mimo wszystko nadal trwamy. Pewnie już niedługo. Za każdym razem, gdy próbuje o tym rozmawiać, słyszę: ra czego się spodziewałaś?r1; i rJest mi z Tobą niemożliwie źler1;.
Żeby było jasne: nie szukam współczucia ani zrozumienia. Rozumiem uczucia mojego męża. Jego niechęć do mnie. Ale minął prawie rok i nic się nie zmienia. Szukam porady: czy mogę coś jeszcze zrobić? Bo podobno za mało się staram. Wiele piszecie o próbach wybaczenia czy rprzełknięciar1; zdrady, ale mało tam konkretnych sytuacji. Jak wyglądała Wasza walka o związek? Ile trwała? Czy było podobnie?
Rozszerzona zawartość newsa