Moja historia
Dodane przez Deleted_User dnia Wrzesień 02 2018 16:53:08
Witajcie, Dowiedzialam sie o zdradzie meza ponad roku temu. Emocje juz opadly a bylo ich sporo. Wiele postow, ktore tu czytalam dotyczy problemu zostac czy odejsc. Ja wybaczylam i odeszlam. Odeszlam, nie z powodu jego ( zaplanowanego niestety ) kontaktu fizycznego z inna kobieta, poprzedzonego kilkoma miesiacami internetowego flirtu - tylko z powodu klamstwa. Piramidy klamst, ktora zaslaniala ta bezmyslna zdrade. Oboje po 40, moj byly maz chyba tylko metrykalnie, chociaz to wlasnie jego chlopiecy urok ujal mnie 10 lat temu. Jak to jest z ta druga szansa ? Nie dalam jej - wiecie dlaczego ? Bylismy " w zasadzie szczesliwi " nie mielismy zadnych problemow - a moze wlasnie odkad przestalismy miec jakiekolwiek problemy ( ktore zwykle ja rozwiazywalam )moj byly maz poczul wiatr w skrzydlach. Radosny byl jak skowronek, a ja czulam ze cos jest nie tak.... pytalam czy jest szczesliwy - "oczywiscie Kochanie" - caly czas bylam "kochaniem, kocham Cie" - na kazdym kroku, ale .... jakos tak bez przekonania ostatnio to brzmialo. Nawet smsa ze zdradzieckiego randez-vous dostalam, ze mnie kocha. Dzis mam juz do tego dystans. Moja intuicja nie dawala mi spokoju. Uciszal wszystkie moje pytania "wszystkie pary tak maja po 10 latach" - no tak, ja szukalam dziury w calym, marudna, przepracowana baba. Za to moje kilka srednich krajowych dobrze sie wydawalo... Byly wczesniej rozmowy o jego sklonnosci pornografii, ktora mnie ranila - "alez to wogole bez znaczenia..." Konto na portalu randkowym odkryte tuz po zdradzie "nie ma nic z Toba wspolnego" Burdel w wyszukiwarce internetowej "chcialem tylko zobaczyc co to za budynek"..... nazbierlo sie troche tych drugich szans.....A ja jeszcze kilka miesiecy przed zdrada pytalam prowokacyjnie czy nasze malzenstwo przetrwa ten slynny siodmy rok ? - " alez oczywiscie Kochanie". Juz z nia wtedy pisal. A mogl NAM dac druga szanse - np. powiedziec mi " kurcze , nie wiem , cos chyba jest nie tak, z nami, nudze sie, denerwuje mnie to, ty mnie denerwujesz , zrobmy cos z tym zanim bedzie za pozno" . Ja , naprawiaczka swiata zrobilabym wtedy wiele dla tego malzenstwa, wiecie, to takie moje naiwne myslenie... Zamiast tego po fakcie otrzymalam litanie o tym " ze tak sie dzieje jak partner czuje sie niekochany, nudzilem sie, zobojetnialas mi "wszyscy mezczyzni tak po prostu maja jak widza mloda laske" i - absolutny hit - "jak chcesz to tez mnie mozesz zdradzic i bedziemy kwita" Nie umial poradzic sobie z moja reakcja, przeczekiwal tlumiac zlosc i udajac ze wszystko jest dobrze, ale stawial mi warunki " zdrada moze byc szansa ale trzeba chciec, a Ty nie potrafisz sie uspokoic " Ale w koncu sie uspokoilam. Dotarlo do niego dopiero jak po raz pierwszy spakowalam sie i wyjechalam. Byly placze szlochy i straszenie samobojstwem."bo inne zony wybaczaja" "tyle nas laczy, myslalem , ze kiedys razem bedziemy sie z tego smiac". Zrobilby wszystko zeby mnie odzyskac. Niestety ratowanie pacjenta ma sens przed zgonem, a nie po. Nie bedziemy sie juz smiac z niczego RAZEM. Bede smiac sie z kim innym, kto byc moze mnie nie oszuka. Zdrada to niestety koniec niewinnosci w zwiazku. A utrata niewinnosci bywa bolesna ;-) Powodow zeby zostac jest conajmniej tyle, ile tych, zeby odejsc. Odeszlam, bo moglam, bo nie musialam zostawac. Dzis to ja jestem ta "niedobra" bo "dobra zona"wybacza. I wiecie co ? Jest mi to juz kompletnie obojetne. Pozdrawiam i pisze to, zebyscie wiedzieli, ze bol mija... B.
Rozszerzona zawartość newsa