Trafiło i na mnie... po 10 latach
Dodane przez bry dnia Kwiecień 10 2018 14:29:32
Witajcie. Jestem tu nowy. Co prawda od tego dnia minęły już 4 miesiące to ja dalej nie mogę sobie z tym poradzić chyba. Mam 32 lata, żona 35. Znamy się od 13 lat, we wrześniu będzie nasza 10 rocznica slubu. Zawsze wydawało mi się, że jesteśmy zgodną i dobraną parą. Ledwo rok wcześniej kupiliśmy dom pod miastem. Mamy dwoje małych chłopców - 9 i 6 lat. Pierwszy sygnał pojawił się kiedy przez przypadek zobaczyłem zdjęcie, które wysłała do T. - odważna fotka, w bieliźnie, poniżej pojawiła się niewybredna odpowiedź od niego. Rozmawialiśmy na ten temat, powiedziała, że to tylko takie pisanie, niesmak pozostał długo, ale zaczęło się układać i ba... układało się nawet lepiej niż przed tym zdarzeniem. Potem wyjechałem służbowo i po powrocie zauważyłem, że żona zachowuje się dziwnie. Ciągle siedziała w telefonie, wszędzie go ze sobą nosiła, wychodziła na dwór porozmawiać. Tłumaczyła, że rozmawia z przyjaciółką w potrzebie. Nie dawało mi to spokoju i pewnego dnia podrzuciłem do samochodu dyktafon. Nagrała się rozmowa jej i jej przyjaciółki, z planami wyjazdu (dla mnie była wersja, że niby one tylko we dwie, a tak na prawdę jedna ze swoim druga ze swoim kochankiem) na wycieczkę do innego miasta. Żona mówiła jej, że nie wie jak zarezerwować pokój dla niej i dla T. tak, żebym się nie zorientował, że potrzebują duże łóżko, że to ostra jazda na dwa fronty itp. Swoją drogą ten jej T. też ma żonę, czwórkę dzieci i wiem, że spał też właśnie z tą przyjaciółką... Byłem załamany, trzęsłem się jak galareta gdy to słuchałem. Zrobiłem żonie awanturę (żeby nie było - ani razu jej nie uderzyłem, nie jestem z tego rodzaju ludzi), wyprowadziłem się do innego pokoju, nie mogłem spać bez leków nasennych. Przez tydzień nie byłem w stanie iść do pracy. Przez ten czas staraliśmy się wiele rozmawiać, ona twierdziła, że to nie zdrada, że się parę razy z nim tylko widziała na kawę, pogadać i wymienić książkami. Powiedziała, że lubi z nim rozmawiać bo ze mną nie ma o czym - tylko o dzieciach i sprawach codziennych, że czuje się jak w klatce. Innym razem powiedziała, że nie wierzy w monogamię, że nigdy monogamistką nie była, ale przez ten cały czas ze mną się starała, ale to wbrew jej naturze... Przez te parę miesięcy jakoś emocje opadły, żyjemy razem, z daleka jak zgodna rodzina - oboje pracujemy, ona zajmuje się domem i dziećmi, gotuje, dba o mnie, ja też dbam o nią i dzieci, czasem uprawiamy seks (ale niezbyt często bo albo zmęczona, albo nie ma ochoty, albo okres, albo źle się czuje, albo...), rzadko się chce przytulać, gdy pytam czy mnie kocha odpowiada, że nie lubi być naciskana i jak powie, to sama z siebie i to wtedy będzie prawdziwe. Słyszę "kocham Cię" coraz rzadziej, nawet wtedy, gdy sam jej to mówię odpowiada najczęściej "Wiem". Dodatkowo wiem, że nadal z kimś tam przynajmniej pisze, ale wszędzie widzę potencjalną zdradę - zmieniona pościel w dzień, w którym jest cały czas w domu a ja w pracy, wyjście na rolki, na dłuższe zakupy... popadłem trochę w paranoję może. Poza tym mówi mi, że skoro ona nie ma ochoty się przytulać (bo ponoć się w związku ze mną od tego odzwyczaiła) to mogę sobie znaleźć jakąś inną do przytulania i nie ma z tym problemu. Mówi też, że powinienem się może przespać z jakąś inną to mi się lepiej zrobi, a ona też nie będzie miała nic przeciwko (wie, że nie spałem nigdy z inną kobietą niż ona - i to prawda). Nawet raz mi powiedziała, że specjalnie naciskała bym na imprezie firmowej został na noc bo miała nadzieję, że się z kimś tam prześpię... Z drugiej strony zawsze była zadowolona z seksu, zawsze starałem się dostosować bo ona lubi tylko jedną pozycję i właściwie nie było mowy o innych. Teraz mi mówi, że jej na mnie bardzo zależy, że to wyższy poziom związku, który jest ponad wszystko. Mam wrażenie, że ona sugeruje mi życie w czymś w rodzaju otwartego związku, ale, że mamy być dla siebie zawsze na pierwszym miejscu. Ta tzw. "wolność" którą mi oferuje to wg mnie zasłona dymna dla niej - bo skoro ona to robi, to ja też mogę - a przynajmniej tak mi się wydaje, że o to chodzi, albo o to, że nadal czuje się zależna ode mnie i to taki jej plan na okres przejściowy (bo np. małe dzieci). Faktem jest, że wcześniej przez jakiś czas nie poświęcałem jej należnie dużo uwagi - zajęty byłem pracą byśmy mogli kupić dla naszej rodziny wymarzony dom za miastem zamiast gnieździć się w małym i ciasnym mieszkaniu... rozumiem, że mogła się czuć z tym źle, ale czasu nie cofnę... jednakże robiłem to dla nas, dla niej. Sam nie wiem czego chcę. Chcę na pewno być z nią, bo ją kocham, ona też mi mówi, że nie wyobraża sobie życia osobno, ale nie rozumiem tego wszystkiego co mi mówi, jaki jest tego cel. Czuję, że taki związek nie ma szans, a nawet jeśli, to ja będę w nim czuł się pokrzywdzony - jakoś nie specjalnie interesują mnie "przygody" z innymi kobietami. Masakra. :(
Rozszerzona zawartość newsa