Rozwaliła wszystko dla czegoś takiego...
Dodane przez heras dnia Sierpień 29 2011 15:23:31
Witam Pozwole sobie przedstawic moja historie... Poznalismy sie na studiach licencjackich, zaczelo sie dosc niewinnie, to bardziej ona dawala do zrozumienia ze sie jej podobam. Od sylwestra bylismy razem. I tak 2 lata razem, wyjazdy, imprezy, zajecia. Na ostatnim roku "przewrotnie" w sylwestra zaraz po 24 mowi mi ze ktos jest, nie chce powiedziec dokladnie, ale oznajmia ze to koniec. Bylem w mocnym szoku ale przelknalem, i po 2 m-cach meczarni spotkalem swietna dziewczyne - bylismy razem. I tak konczac studia, gdzies na 2 tygodnie przed obrona zaczal sie kontakt ze strony mojej bylej, nagle zaintersowanie moja osoba. Zaczela mi opowiadac jak ona zaluje tego co zrobila, ze gosc ktorego poznala byl daleko od naszego miasta ponad 400km i widziala go moze 6-7 razy. Byl to rok 2006 i do dzisiaj nie wiem czemu ale wrocilismy do siebie, ja zrezygnowalem dla niej z nowej dziewczyny ktorej jeszcze nie zdarzylem pokochac. I tak oto wyjechalismy z naszego miasta po obronie pracy lic. do Rzeszowa na kolejne studia. Wspolne mieszkanie, praca i studia. Wszystko poszlo pieknie. Ona pracowala w banku, ja w telekomunikacji. Dostalismy propozycje otworzenia banku w naszym miescie. Zdecydowalismy sie i wrocilismy do rodzinnego miasta. Zareczylsimy sie, mielismy wlasny biznes. Byl rok 2009 - slub, wielka pompa, ona wymyslala niestworzone rzeczy, ale rodzice jej i moi na wszystko wykladali kase - w koncu to jeden taki raz w zyciu. Kupilismy mieszakanie. Ja zaczalem pracowac w jednej z sieci komrokowych, i po godzinach pomgalem ogarnac papiery z banku. Cieszylismy sie jak dzieci ze wszystko jest tak pieknie. Zmiana auta, w domu wszystko z najwyzeszej polki. Bank zaczal przynosic mniejsza kase i go sprzedalismy. Zona z tak duzym dosiwadczeniem poszla do pracy do innego banku, zostala tam kierownikiem. Oboje nadal swietnie zarabialismy. Moj dramat zaczal sie w kwietniu tego roku. Zonie konczyla sie umowa w banku z koncem maja - caly czas mowila ze napewno jej przedluza bo wyrabiaja plany i maja zgrany zespol. Natomiast od kwietnia zaczely do niej docierac sygnaly od dyrekcji ze jednak tej umowy nie bedzie. I tak sie stalo. W polowie maja bedac na szkoleniu w Warszawie otrzymuje od zony smsa "nie mam umowy". Nasze zycie od kwietnia bylo jakies inne, zona caly czas zwalala to na utrate pracy, itd. Jak sie pozniej okazalo poznala w kwietniu mezczyzne, klienta tego banku, ktory zaprosil ja na kawe. I zaczelo sie. Ona lat 27 a on prawie 40. Jeden z lekarzy z naszego miasta, majacy zone i 12 letnia corke. Ja dowiedzialem sie o romansie zostawiajac telefon w domu ktory wszystko nagrywal. Zona siedziala w domu do 15 maja i miala duzo czasu zeby sobie z nim rozmawiac. Nie chciala sie przyznac, ale pokazalem jej dowody. Wyprowadzila sie do rodzicow na tydzien. Po tygodniu rodzice kazali sie jej wynosic. Swteirdzajac ze miala wszystko i nie widza dlaczego mialaby u nich przebywac. Wynajela mieszkanie, kase ma tylko z lewego zwolnienia lekarskiego - ktore max. moze ciagnac do konca listopada. Najgorsze ze facet z kotrym ma romans, jest znany w srodowisku jako "erotoman" lub "jebaka" i obraca panny na lewo i prawo. Widzialem go raz. Coz moge powiedziec, podbudowalem sie bo facet jest raczej malo atrakcyjny. Natomiast na pewno ma kupe kasy i dobry bajer bo robi to nie pierwszy raz. Moja zona jest bardzo ladna, atrkacyjna blondynka. Tlumaczylem jej co to za typ goscia - oczywiscie nie uwierzyla, twierdzac ze on jest nieszczesliwy ze swoja zona i rzuci dla niej wszystko. Omotal ja sobie w okolo palca jak mala dziewczynke. Rozwalila nasze malzenstwo dla kogos kto sie nia pobawi jak zabawka i potem wyrzuci do smieci. Najbardziej boli mnie to ze zrobila to bez najmniejszych oporow, z latwoscia az przerazajaca. Nikt z rodziny nie ma na nia wplywu - kompletnie. Chce rozwodu, lecz do konkretow zadnych z nia nie mozna dojsc. Trwa do juz od kwietnia. Od lipca mieszka na stancji. Wiem ze jak skonczy sie jej zwolnienie zostanie praktycznie bez srodkow - chyba ze znajdzie prace. Pracy szuka, tyle ze wysyla cv na same kierownicze lub dyrektorskie stanowiska. Gosc ja tak omotal ze ma do mnie niesamowita, niepochamowana agresje. Twierdzi ze slub i wszystko co przezylismy nie ma dla niej zadnego znaczenia. Dla mnie to koszmar, czuje sie oszukany, opluty, itd. Zainwestowalem w nia calego siebie, pomoglem na studiach jednych i drugich - wiem ze brzydko to zabrzmi ale bede mnie by ich nie skonczyla. Brzydze sie nia oecnie a zaraz ja kocham i boje sie samotnosci. Wszyscy znajomi mi mowia teraz ze to nie moj poziom, ze to taka blondynka, ze dalem jej 2 szanse ale ona jej nie wykorzystala. A ja wiem ze mielismy wspolne plany, wspolne rzeczy tylko nasze takie, wspolne powiedzonka i pasowalismy do siebie. I pamietam jak plakala i zalowala tego ze kiedys sie zwalilo i ze nigdy by juz czegos takiego nie zrobila... no wlasnie a jednak stalo sie. Czuje sie jak kretyn i nie chce mi sie zyc. Od 3 m-cy nie chce mi sie wstawac z lozka, a ona jest zwykla "dupa" na boku pana doktora... Dramat :(
Rozszerzona zawartość newsa