Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 55
Użytkownicy Online: Grigor

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,346
Najnowszy Użytkownik: Wardog
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
To już trójkąt czy nie?
Zdradzeni w innych związkachHejo, Zawsze jak miałem kryzysik to czytałem wasze historie ku pokrzepieniu. Stąd na wstępie życzę wszystkim żeby oparli swoje szczęście na czymś bardziej stabilnym niż na nietrwałej naturze wszystkich związków. Mam 37 lat. Nigdy nie byłem w związku, miałem w życiu kilka przygodnych znajomości, ale każdorazowo nie skończyło się to dla mnie zbyt dobrze. Generalizując nie ma żadnych miłych doznań z Pańmi. Zawsze kończy się to traumą, gdyż angażuję się albo na 100 albo wogóle. 3 lata temu z samotności, mojej i jej miałem krótki romans z mężatką, ale platoniczny, czyli zero seksu. Spotkania, dużo rozmów, wysłuchiwałem skarg, wylewanie żali na męża, usłyszałem dużo komplementów pod swoim adresem. W pewnym momencie chciałem zainicjować seks, ale spotkałem się z kategoryczną odmową. I dostałem jakiegoś urazu. Po tym fakcie dalej spotykaliśmy się jeszcze trochę, ale już nie inicjowałem po raz drugi. Kiedy byłem mocno zaangażowany w tę znajomość, można powiedzieć w punkcie kulminacyjnym, usłyszałem z jej ust,że ona znika całkowicie. Zabolało mnie to poraz kolejny. Angażuję się zawsze na maksa, nawet nie musi być seksu. Wiem, że jeśli doszłoby do seksu to byłoby jeszcze gorzej, obsesja, zero jedzenia, picia spania, palpitacje serca etc. Cóż taką mam konstrukcję psychiczną. W ostatniej fazie, niby jak na złość, kiedy mnie porzuciła zaczęła udostępniać na komunikatorze fb zdjęcia nagle z mężem i z synem, jako kochająca się rodzina, to już był KO (knockout). Dochodziłem parę parę miesięcy do siebie. Po tym krótkim romansie otrząsnąłem się, ale przysiągłem sobie, że NIGDY WIĘCEJ mężatek i zacząłem być znów szczesliwym pełnym życia facetem i to był wstęp a teraz zaczyna się moja aktualna historia. 2 lata od tego czasu trafiłem do nowej pracy i poznałem kolegę, który ma śliczną żonę. Jest bardzo otwartym gościem, zaprzyjaźniłem się z nimi na maksa. Z początku, była to luźniejsza znajomość, bardziej z nim na stopie służbowej. On inicjował bardziej spotkania, taki otwarty pozytywny gość. Znajomość nimi trwała około dwa lata, bo teraz doszliśmy wszyscy do jej kresu. Od jakichś kilku miesięcy, może od roku,nasze grono towarzyskie poszerzyło się o jego żonę. Zaczęła z nami wychodzić częściej wspólnie. Wspólne wypady, najpierw góry, tu Wrocek, Kraków. Potem zaczęły się spotkania u mnie na chacie, tylko my troje. Stworzyliśmy bardzo zażyłą relację w trójkącie, ale ZERO seksu, wszystko w ramach bardzo bliskiej przyjaźni, wspólna praca, wspólne spędzanie czasu. Przez cały ten okres bardzo uważałem na relację, bo mam niemiłe doświadczenia z inną mężatką, jak opisałem na wstępie. Ten kolega wogóle nie był zazdrosny o żonę, prosił mnie żebym ją gdzieś zabrał, gdzieś podrzucił, święto zmarłych na groby. Od jakiegoś czasu zaczęło między nimi dochodzić do różnych, scen, wypominania, sceny zazrości o inną, i ja byłem do tego wszystkiego dopuszczony, byłem przy tym obecny i wydaje mi się że od jakichś 2 miesięcy zacząłem być wplątywany w ich jakąś małżeńską grę. Ten kolega na osobności zaczął mi się zwierzać, ze już chce się z nią rozejśc, że czasem ma dość tylko boi się czy ona nie wpadnie w złe ręce po ewentualnym rozwodzie, że się skur...i etc. Kolejnym razem gdy już siedzieliśmy wszyscy razem to zapytał mnie przy niej czy nie zaopiekowałbym się jego żoną bo on chce się rozejść. Wszystko było tak pół żartem pół serio. W połowie listopada jak zwykle, bo stało się to już standardem, trafiliśmy do mnie na chatę, po imprezie w klubie i siedzieliśmy do 4 nad ranem u mnie. Mam ładną chatę, mam własne auto, jestem niezależnym gościem, który dużo dostał z domu od rodziców. Oni dla odmiany mieszkają z jej rodzicami w ciasnym pokoju w bloku. Na pewno traktowali przyjaźń ze mną jako odskocznię od swojego skromnego życia, to bankowo. Wracam teraz do tej sobotniej nocy. Tego wieczora ciągle się ze sobą przekomarzali, ciągle mu dowalał, a mnie kokietowała. Tak jakby zmierzała do tego żebyśmy zostali sami na osobności. I nagle o 4 nad ranem pokłócili się i on wyszedł i zostałem sam na sam z jego śliczną żoną na kanapie w moim eleganckim domu. Ale nic nie zrobiłem. Zazwyczaj angażuję się platonicznie, gdyby ona coś zainicjowała pewnie bym nie odmówił, ale sam już tyle razy zostałem odrzucony, że nie odważyłem się. I zaraz po tym wyszliśmy i zawiozłem ją na chatę. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdybym w tym momencie nie uświadomił sobie, że jestem po uszy zaangażowany w relację. Flashback, powtórka z historii. Uświadomiłem sobie to na drugi dzień, kiedy ten kolega do mnie napisął, ze przeprasza za wczoraj, ze był mega zmęczony i pijany ale że już dziś się pogodzili i już między nimi jest OK. A ja już byłem rozwalony. A tak bardzo byłem ostrożny w tej znajomości. Jednak podświadomie zaangażowałem się po uszy. Myślę ze zaangażowałem się w momencie jak pojawiło się zielone światło, kiedy zaczęli dużo mówić o tym że się chyba rozwiodą, że on się wyprowadza od niej. Ponadto był flirt z jej strony, kokietowanie, pokazywanie pieprzyków na biuście, uchylanie spódnicy, pokazywanie podwiązek. Wszystko to wznieciło we mnie pożądanie i już było po mnie. Dwa dni po feralnej nocy odwożąc ją do domu po pracy, zapytałem ją, jak to z nimi jest, bo ja czuję się już źle w tej relacji. I ona powiedziała, ze to u nich standard, ze oni raz się kłócą potem schodzą. Pytam się jaką ja zatem rolę w tym ich związku odgrywam. Wydaje mi się że korzystali z moich usłóg "taxa" plus "hostel". Niestety, długo łudziłem się że to przyjaźń, ale była to jednak czysta interesowność, nie ukrywam, że z mojej strony również, tylko oszukiwałem się chyba przez bardzo długo. Rozwijało się na poziomie bardzo ukrytym, podświadomym. Urwałem kontakt, ostatnio wpadłem na nich wpubie lekko podpity i wszystko im wyjaśniłem, że czułem się trochę oszukany, uwiedziony przez nich, wykorzystany, i jestem po uszy zaangażowany i generalnie nie obwiniam nikogo, w sumie ich zawsze lubiłem i lubię, ale powiedziałem im też że w takiej formie jak dotychczas tej relacji już nie będzie. Ostrzegłem tego kolegę, ze jak ją w życiu skrzywdzi podobnie, to że ona przyjdzie do mnie a ja ją pocieszę. I tak rozstaliśmy się wszyscy w sumie w przyjacielskiej relacji, ale ja jestem rozwalony dochodzę do siebie, teraz już jest znacznie lepiej, mija miesiąc odkąd uciąłem kontakt, niemal całkowicie. Co o tym sądzicie. Zarówno o mojej roli w tej relacji, gdzie popełniłem błąd, jak i o ich roli w tym wszystkim. Na koniec polecam wszystkim książkę "Przebudzenie" Anthony de Mello.
Komentarze
Strona 1 z 3 1 2 3 >
Yorik dnia grudzień 22 2019 17:19:13
Spotkania, dużo rozmów, wysłuchiwałem skarg, wylewanie żali na męża, usłyszałem dużo komplementów pod swoim adresem. W pewnym momencie chciałem zainicjować seks, ale spotkałem się z kategoryczną odmową. I dostałem jakiegoś urazu.

Haha, niewdzięcznica i oszustka, zmarnowany czas. Wykorzystała bo tyłka nie dała 😄 A to przecież takie oczywiste.

W ostatniej fazie, niby jak na złość, kiedy mnie porzuciła zaczęła udostępniać na komunikatorze fb zdjęcia nagle z mężem i z synem, jako kochająca się rodzina, to już był KO (knockout). Dochodziłem parę parę miesięcy do siebie.

Jak widać nie każdy romans jest zły. To może być niezła weryfikacja tego co się ma i na czym komu naprawdę zależy. To kwestia świadomości siebie, swojego zaangażowania w to czego się naprawdę chce. Bzykanko z kimś innym raczej nie idzie w parze z odpowiedzialnością za rodzinę.

Przebudzony dnia grudzień 22 2019 18:27:41
Dziękuję Yorik za komentarz. Często czytam Twoje komentarze i są cholernie trafne. Co do mnie to wychował mnie ojciec seksocholik, alkocholik, manipulant, choleryk i awanturnik, który całe życie zdradzał mamę, nawet teraz uwikłany w inny związek, ale to oddzielny temat na osobny rozdział. On uważa, ze tak normalny facet powinien, żyć. Mam totalnie zły wzór. Mam zero wsparcia jesli chodzi o relacje z kobietami, bo jestem inny niż on. Mam swoje ideały. Jestem szlachetniejszy. To on daje mi wskazówki jak zaciągnąć wyżej wymienione dziewczyny do łóżka, ale ja w obu wyżej wymienionych przypadkach szukałem tego czego mi najbardziej brakuje w kobietach, czyli bliskości, rozmowy, zrozumienia i namiastki relacji. Tylko wybieram do tego niewłaściwe dziewczyny. Moja mama przeszła mękę Pańską, wierna kobieta, ze względu na dzieci nie odeszła. Moje relacje z kobietami nie są właściwe. Zwyczajnie nie potrafię zaufać na starcie. Ojciec przestrzegł mnie skutecznie przed kobietami. Od stycznia zaczynam psychoterapię, bo po ostatnich wydarzeniach widzę, ze jestem mało asertywny i pakuję się w toksyczne relacje. Dzięki za odzew.

Yorik dnia grudzień 23 2019 01:51:20
Idź na tą terapię, choć sam wszystko dość dobrze określasz to trochę za późno, po fakcie. Bardzo dobrze siebie podsumowałeś. Ten trójkąt widzę tak samo jak Ty; wystarczyło się trochę wcześniej zorientować i postawić granicę. Wciągnęli Cię w swoją toksyczną relację. Będą się kłócić, rozchodzić, zdradzać i wracać do siebie, bo potrzebują takich emocji; nie bierz w tym udziału.

Mam zero wsparcia jesli chodzi o relacje z kobietami, bo jestem inny niż on. Mam swoje ideały. Jestem szlachetniejszy. To on daje mi wskazówki jak zaciągnąć wyżej wymienione dziewczyny do łóżka, ale ja w obu wyżej wymienionych przypadkach szukałem tego czego mi najbardziej brakuje w kobietach, czyli bliskości, rozmowy, zrozumienia i namiastki relacji. Tylko wybieram do tego niewłaściwe dziewczyny.

Skoro wiesz, to czemu wpadasz w ten sam schemat?
Taka oczywistość, jeśli stawiasz na jakość i wyjątkowość to nigdy nie idzie to w parze z ilością, miej to na uwadze;
Ta sytuacja z mężatką wiele mówi. Przeanalizuj to. Wszedłeś w bliższą relację z zajętą kobietą i czego się spodziewałeś naiwniaku? Chciałeś być ważniejszy od życia, które budowała sobie latami? Uważasz, ze mogłeś tego od niej wymagać? Dała Ci przyjaźń i ogromne zaufanie, to mało? Nabyłeś się traumy odrzucenia przez własną infantylność i jakieś wyssane z palca nadzieje? Dorośnij w końcu. Na jakiej podstawie rościłeś sobie jakieś chore nadzieje? rodzinę jej chciałeś rozbić? Wtedy byłbyś szczęśliwy? Albo chciałeś jej pomóc albo przelecieć. Dość często jedno z drugim nie idzie w parze, nie można mieć wszystkiego;
Jeśli bezinteresownie pomóc, nawet jeśli sam trochę pocierpisz, bo jej dobro ważniejsze, to o jakiej traumie mówisz? Taka właśnie jest cena i na wstępie powinieneś już to wiedzieć, że możesz się zaangażować. Nie znasz siebie? Powinieneś być dumny, bo lepiej być nie mogło; gdyby się w Tobie naprawdę zakochała i nie miała hamulców, wtedy czułbyś się super samcem czy miał byś problem; To bardzo ważne pytanie, bo odpowiedź określa twoje prawdziwe intencje i świadomość konsekwencji. Na ogół nie jest tak jak na filmach;

Moja mama przeszła mękę Pańską, wierna kobieta, ze względu na dzieci nie odeszła.

No i wbij sobie do łba, że nie wszystkie kobiety są jak Twoja mama.
Nie nakładaj jednego schematu.
Twój problem? Odruchowo chcesz być rycerzem ratującym biedne, wykorzystywane kobiety z niewoli złych mężów, które mają Ci być za to wdzięczne, rozkładać nogi i się oddawać w całości; Za każdym razem, gdy to poczujesz, zadaj sobie 5x pytanie, czy nie będziesz naiwnym frajerem lub nie wyjdziesz na idiotę nawet gdy to chętnie zrobią; Poza tym baw się życiem, nie na ilości zaliczonych panienek ono polega, chyba, ze chcesz być swoim ojcem smiley

np. wiele niby nieszczęśliwych mężatek to samolubne, egoistyczne dziunie, które szukają większego frajera niż ich mąż. Na siłę szukają usprawiedliwień do zdrady/przygody lub odejścia. Bierz to pod uwagę.

Moje relacje z kobietami nie są właściwe. Zwyczajnie nie potrafię zaufać na starcie. Ojciec przestrzegł mnie skutecznie przed kobietami.

No i dobrze, naucz się odróżniać prawdziwe intencje. Przy kupnie używanego samochodu nawet po szczegółowej diagnostyce nie ma pewności, musisz trochę pojeździć, dać po garach zanim będziesz wiedział gdzie przecieka czy gdzieś stuka. Musisz się liczyć z tym, że pewnego razu nie odpalisz. Jak usterek będzie mało dopiero możesz myśleć o dalszej trasie.

Przebudzony dnia grudzień 23 2019 09:59:49
Będą się kłócić, rozchodzić, zdradzać i wracać do siebie, bo potrzebują takich emocji; nie bierz w tym udziału.
Czy każdy związek potrzebuje takich emocji? Obawiam się, że jak ewentualnie kiedyś w przyszłości będę miał kiedyś swój, to wkradnie się rutyna, nie zapewnię zmiennych emocji kobiecie i będzie problem. Ramzes gdzieś o tym pisał, zacytuję może po pracy. Dzięki za szczerość.

Yorik dnia grudzień 23 2019 12:46:30
Czy każdy związek potrzebuje takich emocji?

No pewnie, że nie, kwestia dopasowania; chociaż słyszałem już, np. że:
Siła wkurwienia jest najlepszą miarą miłości. smiley

Ramirez faktycznie fajnie opisywał częste schematy atawistyczne. Można być czujnym i się pod nie oczywiście odpowiednio ustawiać, jeśli ktoś widzi w tym sens. Są dopasowania potrzeb czy charakterów, gdzie związek kręci się wokół kobiety lub faceta i to obojgu pasuje.

Jeśli mówimy o wrodzonych potrzebach "emocjonalnych kobiet" i tego konsekwencjach, byłbym jednak zdania, żeby kobietom nie odmawiać przynależności do homo sapiens i nie usprawiedliwiać atawizmów tylko dlatego, że u nich są i generują potrzeby.

Skoro zdecydowana większość mężczyzn świetnie panuje nad emocjami wrodzonego fizjologicznego popędu płciowego i nie zapładnia na ulicy wszystkiego jak leci i co się trafi to kobiety też mogły by panować nad swoją naturą i odpowiedzialnie zarządzać swoimi emocjami, identyfikować je i generować w bezpieczny sposób, chociażby rozwijając jakieś swoje pasje, a nie oczekiwać ekscytacji od mężczyzn smiley
Zresztą czemu tylko kobiety mają potrzebować w związku emocji? To pewnie dlatego, że samce uczuć nie mają smiley

poczciwy dnia grudzień 23 2019 14:12:00
Czy każdy związek potrzebuje takich emocji? Obawiam się, że jak ewentualnie kiedyś w przyszłości będę miał kiedyś swój, to wkradnie się rutyna, nie zapewnię zmiennych emocji kobiecie i będzie problem. Ramzes gdzieś o tym pisał, zacytuję może po pracy. Dzięki za szczerość.

Warto zadać sobie pytanie dlaczego kobiety, które uzależnione są od silnych skrajnych emocji mają problem odejść od męża tyrana?
Czy to oznacza, że tyran jest szczęśliwy? Śmiem twierdzić, że nie zna tego uczucia. A czy czuje się bezpiecznie? Pewnie do czasu kontroli nad sytuacją tak.
Emocje w życiu nie są najważniejsze, są wyższe wartości i to jest właśnie kwestia tego doboru.

Przebudzony dnia grudzień 23 2019 17:43:30
Bardzo dziękuję za komentarze. Mam jeszcze innego typu rozkminę, dotyczy tej drugiej relacji w trójkącie. Bo tak się składa ze z tą dz dziewczyną jeszcze aktualnie pracuję, pracowaliśmy wszyscy razem, ale aktualnie zostałem w pracy tylko ja z nią, mąż odszedł. Dziś wpadłem na nią przypadkiem na korytarzu i złożyłem jej życzenia zwyczajnie, i odżyło wszystko. Kilka dni temu jej mąż, mój kolega dzwonił do mnie, czy wszystko u mnie OK, bo zawiesiłem konto na fb, i wykazywał troskę, i potwierdził, że między nimi też nie jest teraz dobrze. I ja gdzieś się łudzę na dnie, że może ona za jakiś czas od niego odejdzie. Wiem zdaję sobie sprawę, że to jeszcze uzależnienie we mnie nie wygasło, że w kontakcie nawet przelotnym w pracy, rozpala się. Nie chodzi o zdradę, to nie wchodzi w grę, tylko o taki scenario, że ona odchodzi od niego i przychodzi do mnie, ale wydaje mi się zbyt daleko posuniętym scenariuszem. Odciąłem się całkowicie, wiem na pewno, ze muszę zajać się sobą to bankowo, ale jednak gdzieś się to jeszcze tli.

Komentarz doklejony:
Czy to oznacza, że tyran jest szczęśliwy?
Na przykładzie mojego ojca i mnie, okazuje się że szczęście jest kwestią zdefiniowania jedynie. Szczęście w moim mniemaniu jest zupełnie czymś innym niż w mniemaniu mojego ojca. Stąd mam trochę konflikt wewnętrzny: to czego mnie nauczył (swoim przykładem) vs. moja prawdziwa natura (moje własne doświadczenie życiowe).

aster dnia grudzień 23 2019 18:08:05
Ku przypomnieniu
Wciągnęli Cię w swoją toksyczną relację. Będą się kłócić, rozchodzić, zdradzać i wracać do siebie, bo potrzebują takich emocji; nie bierz w tym udziału
.

Przebudzony dnia grudzień 23 2019 18:52:03
Dzięki, czasem dobrze uzyskać feedback od kogoś kto patrzy na to całkiem trzeźwo i obiektywnie. Po stokroć dzięki. Super jest to forum. Robicie wiele dobrego!!!

olala dnia grudzień 27 2019 08:32:45
Już pierwsze Twoje zdanie w opisie sytuacji świadczy o Twojej niedojrzałości. Jak masz doła czytasz historię innych i jest Ci lepiej? Ja mam źle ale dobrze, że ktoś ma gorzej...? Tkwisz po uszy w trójkącie już bardzo długo i chyba tego nie widzisz, że ten trójkąt to trójkącik rodzinny. Niedojrzały ojciec, egoista i manipulant wkręcił Cię w rodzinna gierkę. A Ty też niedojrzały, bo nie umiesz jasno ojcu sprawy postawić, na zasadzie nie zasługujesz na moją matkę. Jeśli będzie chciała od Ciebie odejść pomogę jej i odwrócę się od Ciebie bo ja krzywdzisz. Nie szanujesz jej ani mnie.
Zacznij naprawiać świat od samego siebie, bo chyba jednak z Twoją postawa coś jest nie tak. Nie popierasz postępowania ojca i nic z tym nie robisz. Jesteś od nich uzależniony? Czemu pozwalasz sobie żeby ich problemy sterowały Twoim życiem? Masz już swoje lata, odegnij się i zajrzyj trochę w głąb siebie. Moze okaże się, że Twoim prawdziwym przebudzeniem będzie rozliczenie się z ojcem, który zafundował toksyczna relację. Może powinieneś mu w gębę strzelić?

Strona 1 z 3 1 2 3 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
3-krotna zdrada w tym trójkąt w ciągu 2 miesięcy
Miłosny trójkąt ze zdradą, miłością, pożądaniem
po 15 latach z trójką dzieci znajoma z okolicy zabrała mi męża
LUBI TRÓJKĄTY
Moje życie w trójkącie
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Zona pod przykrywką
Czyżby zdrada czy mo...
Manipulant
zrobiła to po latach...
Nie umiem zaufać
Czy to już?
A taka grzeczna i po...
Bezsilna
Czy zemsta i zniszcz...
17 lat razem i 3 lat...
Kolejny zdradzony
Jak mam to odebrac?
Poradźcie Podłej Zdr...
Zdrada a rozwód
Kłamstwa
Jak zostać ...
Podejrzenia
serce rozpadło się n...
Tak kochal, ze az zd...
Samotna Mama
kolejne szanse
Potrzebuje porady
Co będzie dalej?
Porada
Zdrada i twierdzenie...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

cziken
11/02 09:06
dzięki Crusoe smiley

Archiwum
Reklamy
Masaż Bielsko-Biała
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info