Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 49
Użytkownicy Online: pesado

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,557
Najnowszy Użytkownik: Lunka0788
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
namiętność, zauroczenie, pocałunki = zdrada?
Więcej opisów zdrad tego użytkownika
namiętność, zauroczenie, pocałunki = zdrada?
Subiektywnie o muzyce w kontekście zdrady
Zdradzony przez żonęJeśli ktoś uważa, że namiętne pocałunki i obłapianki to nie zdrada, niech nie czyta.

Para z prawie 9-letnim stażem, małżeństwo od 2008 roku, dwójka małych dzieci (2,5 i 5).

To, co na początku uznałem za depresję żony związaną z porodem i pierwszymi miesiącami macierzyństwa okazało się po paru latach głębszym kryzysem, którego przyczyną byłem prawdopodobnie ja sam. Może na początku całego tego galimatiasu błędnie interpretowałem sygnały? Może byłem zbyt przejęty nowym rozdziałem w moim życiu zawodowym, pierwszymi krokami w roli niezależnego specjalisty, wolnego strzelca? Dość rzec, że byłem (chyba) otwarty głównie do wewnątrz, nieuważnie słuchałem. Potem drugie dziecko, wpadka, ale równie bardzo kochane. I kolejna depresja żony po porodzie. Dużo było wtedy milczenia, skrywanej irytacji z jej strony.

Myślałem, że to bywa naturalne, że przeczekam i wszystko się ułoży (samo). Nie domyślałem się, że już była głęboka separacja emocjonalna, a żona moja zaczęła intensywnie, obsesyjnie wracać myślami do poprzedniego związku, do jej byłego. Zaczęła sobie zdawać sprawę, że tamten związek miał jednak przyszłość i że to ja byłem/jestem tą niewłaściwą inwestycją. Ten stan trwał dość długo. Ja już przyzwyczaiłem się, że między nami chłód raczej już tylko, że jesteśmy parą dobrych kumpli, ogłupiony rytuałem wspólnych zakupów, nieczęstych wyjazdów na weekendy, krótkie wakacje, wieczorów z serialem. No i płytki, szybki seks bez namiętności, bez emocji (z jej strony). Cały czas myślałem, że to minie.

A to miesiące mijały, jeden po drugim. Nabrałem podejrzeń, choć ufałem jej bezgranicznie. Zaczęły się długie rozmowy przez telefon (jej), intensywna korespondencja na FB z jakimiś nowymi w jej życiu postaciami, częste wyjścia (związane z jej nową pracą), nowe twarze. Cały czas byłem pewien, że pomimo tego, że nie układa się najlepiej, mogę w wierzyć w jej lojalność, uczciwość. Widziałem ją właśnie jako taka osobę, wręcz niezdolną do kombinowania, robienia czegoś niewłaściwego za moimi plecami. Może powinienem się bardziej zainteresować pomysłem wyjechania na weekend z jakimś gościem w celu doskonalenia umiejętności zawodowych (to niby wynikało z jej nowej roli zawodowej). W końcu nie doszło do tego wyjazdu, ale pomysł był...

Nawet planowaliśmy jakiś wyjazd na Maltę w lutym 2014. Nie miałem pojęcia, że jest już naprawdę źle, że to nie przypadek, że brak szczerych rozmów o problemach, o tym, że jest jak jest. Pojawił się nowy kolega, który chyba się w niej zadurzył (ale z tego, co wiem zadurzał się często, w pewnych kręgach miał opinię kobieciarza), kolega, który wzbudził duże zainteresowanie. Wyczuł szybko, że między nami coś nie gra, z resztą (nie wprost) małżonka moja mu to zasygnalizowała. Nie wiem w jakim stopniu otrzymał coś, co można nazwać zielonym światłem i nie chcę już w to wnikać...

Doszło do skoku w bok pewnej nocy, kiedy się pokłóciliśmy. A może tak naprawdę to nie była kłótnia tylko moja rejterada z imprezy, na której czułem się balastem. Wróciłem wcześniej, ona została do rana. Cóż, nie poszli na całość, jeśli wierzyć w spowiedzi mojej żony, która miała miejsce po 2 miesiącach. W każdym razie było ostro, namiętnie... W oparach alkoholu, maryśki i na bazie z antydepresantów. Odlot. Gość z innego miasta. Do drugiej takiej sytuacji doszło po miesiącu, to już był kwiecień. Może już bez hardkoru, ale namiętne pocałunki - owszem. Co ciekawe, w trakcie tego miesiąca pomiędzy przeżyliśmy, moja żona i ja, kilkudniowy renesans naszej miłości. A może chodziło tylko o pożądanie? Zaciągnęła mnie do łóżka i był to zdecydowanie seks dekady. Tylko, że potem znowu posucha. Była rozdarta, nie była pewna jakiego dokonać wyboru, czy rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Zdecydowaliśmy wtedy, że będzie separacja.

Przełom nastąpił pod koniec kwietnia i można powiedzieć, że wtedy wróciliśmy do siebie (oczywiście gość poszedł w odstawkę). Jakieś otrzeźwienie miało miejsce, podjęła decyzję. Potem zachłyśnięcie się tym nowym stanem, udana majówka, wyjazd (bez dzieci) do Włoch... Pod koniec maja do wszystkiego się przyznała. I od tamtego czasu się z tym zmagam. Minęło już wiele miesięcy, między nami bardzo dobrze, jest miłość, wiem to, ale nie przestaje mnie dręczyć tamten epizod. Nawet jeśli, pomimo zabiegów tamtego pana, nie poszła z nim do łóżka, co jej się chwali. Tyle dobrego...

Ale czuję się jakbym miał podwójne życie - to pierwsze: tutaj i teraz - harmonia, szczęście, radość, dużo śmiechu na co dzień, bardzo udane (w końcu) życie intymne i to drugie: życie w przeszłości, bycie tamtą osobą, która była balastem, tłem dla czegoś w rodzaju flirtu, romansu. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał, żebym nie przypominał sobie tamtych mrocznych dni i mojej naiwności, nieświadomości tego co naprawdę było grane.

Czasami myślę, że kiedy usłyszałem od niej całą tę jej spowiedź i prośbę o szansę (którą jak wiadomo dostała), o nowy początek, to (gdybym był twardszy - tak sobie myślę) powinienem był to skończyć, bo przecież na początku związku powiedziałem jej, że zdrady nie wybaczę, a w moim słowniku to całe zajście jest zdradą właśnie. Z drugiej strony, powinno być mi łatwo ją rozgrzeszyć, bo jak byłem młody i głupi (15 lat temu), to zdradziłem dwie moje dziewczyny (nie jednocześnie, ma się rozumieć) i jakoś nie miałem problemu z tym, żeby to wtedy sobie wybaczyć.
Więc swoje miałem za uszami, jak nie patrzyć... A jednak kiedy samu jest się ofiarą to, co oczywiste, dużo bardziej boli. Czyli jest dobrze, a nie jest. Ciekaw jestem, czy ktoś miał/ma podobne doświadczenia.
Komentarze
Strona 1 z 3 1 2 3 >
Ramirez dnia styczeń 29 2015 00:59:01
Pod koniec maja do wszystkiego się przyznała. I od tamtego czasu się z tym zmagam. Minęło już wiele miesięcy, między nami bardzo dobrze, jest miłość, wiem to, ale nie przestaje mnie dręczyć tamten epizod.


Człowiek jak chce być nieszczęśliwy, to sobie znajdzie stary powód, by się nim zadręczać. Masz dzieci, żonę, rodzinę - coś wspaniałego, o czym wielu z nas mogłoby sobie tylko o tym pomarzyć.
Błędy. Wszyscy popełniamy błędy. Mniejsze lub większe. I wszystkie mają mniejszy lub większy wpływ na nasze życie. Idziesz z żoną przez życie tak jakby z przyjacielem. Nikt z nas nie lubi, gdy ktoś nas zawiedzie. Ale gdy wszyscy są świadomi popełnianego błędu - to życie tym błędem, tkwienie w tamtej przeszłości - jest jeszcze większym błędem.

Kiedyś, bardzo dawno temu, miałem podobną historię, może bardziej dramatyczną. Nie chciałem rozstania, musiałem wybaczyć. I zamiast się cieszyć, że jednak taka zajefajna laska jednak z nas dwóch mnie wybrała, to zdrada była jak jad w sercu. Niby byliśmy razem, ale wspomnienia dręczyły. Nie było już takiej radości, jaka jest udziałem szczeniacko zakochanych, zranione EGO płakało, zadawało pytania - dlaczego mnie!? Non stop udowadniało, że to pewnie dlatego, że nie byłem dostatecznie wspaniały - i czyniło mnie nieszczęśliwym.

Były oczekiwania, że ona odgadnie przyczynę mojego złego humoru, że może powinna się domyślić. I była irytacja, że nie domyśla się co mnie trapi i... nie przeprasza.

Ja idiota, uważałem, że za mało mnie przeprasza smiley

Skutek był więc tylko jeden, bo po co kobiecie facet z humorami, który zamiast doceniać jej wybór - to robi i wygląda czasami jak kwas. Po latach powiedziała, że doszła do wniosku, że tej zdrady nigdy jej nie wybaczę, więc... zdradziła, i wyszła za mąż za mojego kumpla z pokoju w akademiku. smiley

Podsumowując, to nie jest tak, że Twoja żona jest do Ciebie przyszyta jak guzik do koszuli. Ona dokonała wyboru, w tym wyborze jesteś jedynym już wygranym. Jeśli będziesz teraz się nad tym faktem wyboru pastwił nad sobą i w pośredni sposób nad nią - to swoim zachowaniem, SWOJĄ SŁABOŚCIĄ MĘSKĄ, bo to Ty masz w tym związku być mężczyzną, nosić spodnie - i być z kobiety swojej zadowolonym, jak okażesz jej swoją słabość, swoją wątpliwość co do niej, swój żal - wierz mi, że w 50% na 100% załatwiasz sobie kolejny bilet na Księżyc. Po co ona ma się męczyć z kimś, kto nie jest z nią w pełni szczęśliwym, skoro może się pojawić ktoś, kto pokaże jej, że będzie dla niej podnóżkiem, że ona da mu PEŁNIĘ szczęścia?

Prawda o naszej naturze jest taka, że lubimy szczęście otrzymywać, ale lubimy je też dawać - to tak jak z seksem. Gdy jedna ze stron oferuje siebie, ale non stop zderza się jak ze ścianą, przestaje się starać i zabiegać o partnera. Gdy tylko pojawia się więc ktoś inny, kto potrafi sprawić zadowolenie tym, że cieszy się z najmniejszego drobiazgu, choćby z obranego jabłka czy ukręconego kogla mogla smiley - staje się tym, z kim warto żyć, docenia nas.

Największe szczęście jest wtedy, kiedy możemy się nim dzielić z ukochaną/ukochanym.

Tak więc, zapomnij o tej przeszłości, to jest tak, jakbyś przeczytał marną kobiecą powieść typu Harlequin, a teraz się tą fabułą zadręczał.

Gdybyś komuś opowiedział, że już któryś rok przejmujesz się jakąś przeczytaną książką - powiedziałby, chłopie... daj sobie z tą starą książką spokój. Przeczytałeś, wyrzuciłeś - zapomnij ten scenariusz!

Wyrzuć więc z siebie te wszystkie stare negatywne emocje, żyj tu i teraz, ciesz się chwilą, żoną, rodziną - bo inaczej, nakarmisz swoją podświadomość taką porcją negatywnych emocji, że dostaniesz w bonusie nie tylko depresję, ale i być może odejście żony, do kogoś kogo będzie uszczęśliwiać w pełni - i przez tą pełnię on będzie ją doceniać, a ona poczuje się doceniona. To straszna pokusa.

Ile tu znajdziesz osób, które zdziwione dowiedziały się o zdradzie z kimś, kto zupełnie nie grał w ich lidze: starsza/y, brzydka/i, biedna/y, bez wykształcenia - ale ta właśnie pokusa była tak silna, że narodziła zdradę.

lagos dnia styczeń 29 2015 07:41:30
Htred
Po takim wpisie, jak Twój powstaje dylemat, napisać to co się mysli, napisać to co autor chciałby usłyszeć, czy może lepiej nic nie pisać. Od ramireza dostałeś tą drugą wersję. Wacham się, więc nie napiszę tej pierwszej, zostanę przy trzeciej...

Deleted_User dnia styczeń 29 2015 08:09:03
Zastanawiałeś się czego oczekujesz od małżeństwa? To ważne pytanie. Pytałeś żony czym dla niej jest związek i odpowiedzialność za uczucia drugiej osoby? Depresja to jedno a pozwalanie na choćby małe amorki to drugie.

Htred dnia styczeń 29 2015 10:15:30
Ramirez, dziękuję za poświęcony mojemu tematowi czas. Cóż, jedna sprawa to myślenie racjonalne, próby podjęcia konstruktywnych decyzji, określenia priorytetów na przyszłość, a druga - emocje. Nad tym trudniej zapanować. Natrętne, niechciane myśli. Codziennie próbuję sobą potrząsnąć i liczę na to, że pewnego dnia odniesie to skutek. Oczywiście zgadzam się z Twoją argumentacją, trochę jakbym słyszał własne myśli, choć muszę przyznać, że to, co napisałeś to dla mnie cenne spojrzenie z dystansu. Ważne, że z dystansu, bo rozmawiałem o tym z dwojgiem bliskich przyjaciół, którzy - przy całych ich dobrych intencjach - dystansu (do mojej osoby) nie mają. Jeszcze raz dzięki.

Komentarz doklejony:
lagos - najwyraźniej chcesz dać mi coś do zrozumienia, ale piszesz enigmatycznie, więc nie wiem co. Opisałem moją historię bez konkretnych oczekiwań co do komentarzy - tak na marginesie.

Komentarz doklejony:
apologises - na pytanie odpowiadam twierdząco: tak, wiem czego oczekuję od związku - standardowy zestaw oczekiwań jest to raczej. Co do mojej żony - jasne, że o tym rozmawialiśmy. I po jej stronie mamy standardowy repertuar oczekiwań. To jasne, że oczekujemy tego, że będziemy mogli na drugiej stronie polegać jak na Zawiszy... I czasami faktycznie ma to miejsce, tyle że w tej wierze w naszego partnera zdarza się nam zapominać, że jesteśmy tylko ludźmi, nie każdy ma w sobie taką... niezłomność, że ludzie popełniają błędy (których potem żałują). Ona zapewne teraz podpisałaby się obiema rękami pod twierdzeniem, że "małe amorki" są niedopuszczalne. Ale deklaracje, również te przed ołtarzem, są łatwe - szczególnie dla osób zakochanych, pijanych szczęściem. Trudniej jest się kontrolować w chwilach kryzysu, w chwilach kiedy jest emocjonalna pustka. W takich warunkach mogą mieć miejsce akty desperacji i tak właśnie to zajście moja żona opisała. Teraz uczę się żyć ze świadomością, że nie jest ona kimś w rodzaju herosa, że pękła w trudnej sytuacji. Oczywiście jej skrucha pomaga w ułożeniu tego wszystkiego, ale powiadam - emocje bywają oporne, i to przez długi czas, nawet gdy racjonalny umysł postanowił zamknąć sprawę i patrzeć w przyszłość. Złe emocje - poczucie krzywdy, jakiejś dziejowej niesprawiedliwości, taka myśl, że "nie jesteśmy kwita" (chociaż nad tym już raczej panuję), również emocje typowo samcze, dotyczące zranionego ego, obecności intruza "na moim terenie". Dzięki za czas poświęcony na komentarz.

Deleted_User dnia styczeń 29 2015 13:51:45
To wszystko o czym piszesz to normalne objawy zdradzonego.Nic z czym nie można sobie poradzić . Lekarstwem jest czas , rozmowy takie szczere do bólu ,czasami przewartościowanie zasad którymi dotąd się kierowaliśmy. Błędy w życiu są o tyle dobre o ile umiemy wyciągnąć z nich wnioski. Być może Twoje wybaczenie odniesie skutek i będziecie żyli razem . Ja należę jednak do tych , którzy kładą nacisk na pokorę zdradzacza jego chęć naprawy i poprawy związku. Po jej stronie niech leżą teraz starania o małżeństwo i Ciebie. Możesz jej w tym pomagać i nawet docenić jej trud , ale to praca dla niej. Dla Ciebie rada - zacznij być trochę egoistą. Znajdż dla siebie trochę czasu, zacznij bardziej dbać o siebie. Pora na zajęcie się czymś innym niż zamartwianie i rozpamiętywanie.Pora na podratowanie Twojej samooceny. Nie chodzi tu o ucieczkę od problemu. Bardziej o stopniowe poukładanie w głowie. Zdradę i tak musicie wspólnie przewałkować. Tu nie ma , że boli.Zamiecenie pod dywan i zamilknięcie nie pomoże. Możesz usłyszeć pod adresem żony różne komentarze. Niech Cię to nie odrzuca.Tutaj każdy mówi wg swoich doświadczeń i zasad.I każdy komentarz jest wart przemyślenia.Gdy wejdziesz tu za jakiś dłuższy czas inaczej na wszystko spojrzysz. Na razie korzystaj z rad tych co patrzą z boku.

Yorik dnia styczeń 29 2015 16:16:18
Ramirez,
...jak okażesz jej swoją słabość, swoją wątpliwość co do niej, swój żal - wierz mi, że w 50% na 100% załatwiasz sobie kolejny bilet na Księżyc. Po co ona ma się męczyć z kimś, kto nie jest z nią w pełni szczęśliwym, skoro może się pojawić ktoś, kto pokaże jej, że będzie dla niej podnóżkiem, że ona da mu PEŁNIĘ szczęścia?

To własnie jest powód, czemu za jakiś czas sytuacja się powtarza;

Htred, bardzo logicznie wszystko opisałeś i stwierdzanie oczywistości jest Ci nie potrzebne; ale dziwi mnie, że namiętne pocałunki o obłapanki ci przeszkadzają, a pójście na całość na imprezie nie ? O co tu chodzi?

Umyka tu jeszcze jedno. Z jakiego powodu twoja żonka miała by teraz zmądrzeć? Co takiego się wydarzyło? Twoje złe samopoczucie tak ją ruszyło ?

Bardzo ładnie, że widzisz sprawę z dwóch stron, to naprawdę rzadkie, ale zauważ, Ty masz obowiązek znać wszystkie mechanizmy i dbać o jej dobre samopoczucie, a ona ?
Czy ona zdała sobie sprawę ze swoich słabości, z tego co się stało, czemu uległa czy tłumaczy to tylko Twoimi zaniedbaniami? Zastanów się dobrze, bo nie chodzi tu o szybkie przytakiwanie z jej strony dla świętego spokoju.

Czy faktycznie jedynym problemem jesteś teraz Ty sam?
Jeśli tak, to standardzik, jak już pokazałeś jak bardzo cierpisz, pokazałeś, że możesz być stanowczy do bólu (tego nie widać), pokazałeś, że w swoim życiu też musi Cię uwzględniać, bo inaczej nie będziesz miał skrupułów, żeby poszła w swoją stronę, pokazałeś, jak niewiele brakowało i co mogła stracić (tego nie widać), to teraz dotrzymaj tego, czego się zobowiązałeś;
Wiadomo było, że lekko nie będzie, inaczej tyle osób by się nie rozstawało z powodu urażonej dumy i jakiejś tam godności;

Jeśli podstawowe warunki zostały spełnione, nie pozostaje nic innego, jak tylko to, żebyś teraz Ty nie rozwalał związku swoimi niezaleczonymi demonami;
Widzisz, nie każdy facet potrafi ,,wybaczyć", do tego trzeba być twardym. Gdy będziesz jęczał i użalał się nad sobą, jak przysłowiowa ,,baba" to kiepsko będzie;

Ocenę sytuacji masz powiedzmy dobrą, choć jest parę niejasności, reszta to Twoje emocje, nad którymi musisz zapanować;

Wybaczyć, to starać pogodzić się z tym co się stało, nie wracać przy kimś i go nie obwiniać, bo sprawa zamknięta; W pewnym momencie trzeba to zrobić, bo dręczenie siebie i kogoś, to działanie pod prąd;
Niekiedy osoby, które zdradziły, wiedzą, że do końca życia będą dręczone lub będą patrzeć jak ktoś się męczy, więc odchodzą;

Htred dnia styczeń 29 2015 16:19:50
Yorik, ależ napisałem: "Doszło do skoku w bok pewnej nocy, kiedy się pokłóciliśmy. A może tak naprawdę to nie była kłótnia tylko moja rejterada z imprezy, na której czułem się balastem. Wróciłem wcześniej, ona została do rana. Cóż, nie poszli na całość (...)". Wiem, że gość próbował coś proponować, ale koniec końców nic nie wskórał. W związku z tym dla wielu to być może nie jest zdrada... Dla mnie jest, dla mojej żony też, tj. ona też tak czuje.

Desperados dnia styczeń 29 2015 17:43:20
Napisze prosto z mostu - masz ogląd na czubek góry lodowej, a podczas seksu dekady poprawiłeś po tamtym.
Twoja królewna z nim jeszcze bardziej poszła na całość, a zabawa z Tobą była na wypadek, gdyby z tamtej zabawy coś wyszło.
Tak ja to widzę.

Deleted_User dnia styczeń 29 2015 18:12:21
Htred, witaj w klubie!
Powiedz proszę na jakiej podstawie opierasz swoje wyliczenia do czego doszło i ile razy? Pytam bo zdaję się że stąd bierze się Twoja niepewność... Sam nie wiesz czy możesz jej wierzyć w to co mówiła czy nie....
Z doświadczenia wiemy tu że osoba zdradzająca sama przyznaje się tylko do tego czemu nie może zaprzeczyć. Problem pojawia się gdy nie możemy zweryfikować tych informacji. Niestety (i tu mam nadzieję że się mylę ale czasem lepie widzieć sprawy mniej różowo) ale to czego dowiadujemy się od drugiej strony jest czubkiem góry lodowej... Że w sumie to coś było, ale tak bez składu i ładu itp. itd....
Twoim problemem który Cię teraz uwiera jest chyba właśnie to że wiesz tyle ile wiesz i wyobraźnia ciągle płata Ci figle...
Fakt że wiedza obiektywna może być i najczęściej jest porażająca wobec wersji zdradzającego, bardzo trudno się z tym uporać ale paradoksalnie wtedy można poznać rzeczywisty problem z którym mamy się zmierzyć. Wtedy po ochłonięciu można zacząć podejmować decyzje czy próbujemy robić coś z tym razem (jeśli oczywiście jest chęć drugiej strony, skrucha, żal itp), lub się rozchodzimy.
Problem jeszcze polega na tym o czym wspomniał Yorik. Z Twojego opisu wnioskuję że Twoja żona w pewnym okresie waszego związku cierpiała na powiedzmy pewien deficyt uczuć wyrażanych względem niej - rozjechaliście się gdzieś po drodze. Uświadom sobie że mimo wszystko ale ona bardzo musiała się zaangażować mentalnie w to wszystko aby przejść na ciemną stronę mocy. I punkty do tej równoważni w jej oczach dostarczałeś Ty.
Piszę to bo nic nie opisałeś co się wydarzyło kiedy sprawa się rypła. Odkochać żonę można bardzo szybko ale do tego potrzebna jest właśnie wiedza o której wspomniałem powyżej, bardzo mocny wstrząs i wytyczenie jasnych warunków na których nie ratuje się związku, ale buduje nowy.
To że Ty czujesz że żyjesz w dwóch światach nie koniecznie oznacza że ona nie żyje również na dwóch płaszczyznach lepiej się kamuflując lub będąc w "uśpieniu"....

Jeśli jesteś pewny że ona jest teraz wobec Ciebie fair to fakt że cały czas kolebie Ci się to wszystko po głowie jest normalny w Twojej sytuacji. Z czasem to będzie blaknąć aż w końcu nabierze wymiaru czegoś w rodzaju przeżytego wypadku drogowego lub choroby po której trzeba się po prostu pozbierać.

Htred dnia styczeń 29 2015 20:44:59
Yorik - "Z jakiego powodu twoja żonka miała by teraz zmądrzeć? Co takiego się wydarzyło? Twoje złe samopoczucie tak ją ruszyło ?" - Moje złe samopoczucie - na pewno nie. W pewnym momencie już byłem przekonany, że z nami koniec (nie znając prawdy o tamtej "przygodzie"smiley i uspokoiłem się, tj. zacząłem się zachowywać jak kumpel po prostu, zżywać z myślą, że zaczynam nowy rozdział - bez niej. Może zobaczyła, że już przestałem występować z pozycji petenta? Mnie powiedziała, że nastąpiło otrzeźwienie, tj. po tym jak znalazła się przez chwilę "po drugiej stronie" zrozumiała, że był to błąd, ślepa uliczka (jej słowa) i że nie chce w to brnąć. Kocham kobietę, więc przyjąłem to wyjaśnienie. Może jestem frajerem, ale podejmę to ryzyko, a właściwie podjąłem - tryb dokonany. Nie jestem (teraz) zazdrosny, nie śledzę jej, nie czytam korespondencji. W przeciwnym razie cały ten powrót nie miałby sensu. Nie napomknąłem o ważnym detalu - ona ma zdiagnozowaną tzw. "osobowość pograniczną" (poguglować, jak enigmatycznie to brzmi), na szczęście jej nieco przyjaźniejszą dla użytkownika odmianę. Jest to, powiedzmy, taki defekt osobowości, który stwarza ryzyko (między innymi rodzajami ryzyka) bardzo gwałtownych zmian jeśli chodzi o zachowanie. Przez całe lata nie było problemów, ale potem - wiadomo. Teraz jest na terapii.

Strona 1 z 3 1 2 3 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Zdrada emocjonalna help
Zdrada emocjonalna
Zdrada po 7 latach małżeństwa
Zdrada z rehabilitantem cd.
Zdrada emocjonalna z ex
Zdrada psychiczna
czy to już tylko zdrada
Zdrada na masaz erotyczny masaz nuru.
Zdrada na poligonie?
Zdrada 2
Kolejna zdrada męża
Romans, zdrada, szanse
Zdrada zony
Zdrada - brak juz siły
Czyżby zdrada czy moje fantazje
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Niby nowy rozdział, ...
Proszę o opinię
Zdrada emocjonalna help
Witam
Mąż zdradza mnie z i...
Dowiedziałem sie o z...
To nieprawdopodobne
Nie radze sobie ...s...
Prawie 4 lata po zdr...
Kolejny uszczęśliwio...
Zazdrosc
dlaczego
Złe decyzje
"Nie moge tego kontr...
Jak nie rozpamiętywa...
Dylemat moralny.
Zdrada emocjonalna
zdradziła, nie wyjaś...
Gdy zaczyna pojawiać...
Zdrada z rehabilitan...
Potrzebuje porozmawi...
głupia ja
Zdradzony po 20latach
Udręka na trzy serca...
Podzial majatku
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

aster
30/09 09:42
Wszystkim Wam chłopakom życzę tego aby spełniły się Wasze najskrytsze pragnienia...

Archiwum
Reklamy
Masaż Kęty
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info