Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 47
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,553
Najnowszy Użytkownik: Baynei
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
Historia jakich wiele
Zdradzony przez żonęJak to w życiu bywa wydawało mi się, że moja historia jest wyjątkowa, ale przeglądając tą stronę widzę, że niestety jestem jednym z wielu...

Było tak pięknie, pierwsza miłość, niezliczone przegadane godziny, zwierzenia o najgorszych momentach życia.
Trauma mojej żony po zdradzie jej ojca, która kładła się cieniem na całym życiu jej, brata i matki. Mówiła, że wszystko mi wybaczy tylko nie zdradę.
Prosiłem wtedy i wiele razy później, żeby była ze mną szczera, szczególnie kiedy się jej coś nie podoba. Tłumaczyłem jej, że ma się nie zniechęcać, jak się nie zmienię od razu i ciągle powtarzać, to w końcu zrozumiem, bo przecież jestem facetem, a facetowi trzeba wszystko do głowy wbijać na siłę :)
Później nasz wspólny pierwszy raz (byliśmy dla siebie pierwszymi) i poczucie, że mając siebie mamy, to co najlepsze można mieć w życiu.
Okazało się, że ma problemy sama z sobą i łatwo się załamuje. Ja sobie zawsze dawałem rady i nie było dla mnie problemem wspierać ją, nawet kiedy sam nie mogłem liczyć na jej wsparcie.
Po 5 latach ślub. Po ślubie trochę docierania, małe nieporozumienia - okazało się, że żona wylewała żale na mnie klientowi firmy w której pracowała przez skype. Jak zauważyłem to przepraszała, mówiła, że była samotna, obiecała, że więcej się nie powtórzy.

Oczywiście sam przyznaję przed sobą, że też byłem źródłem dużego problemu. Głupio to przyznać, ale z natury jestem osobą uczuciową i nieśmiałą, a wszystko to maskowałem pozą twardziela i do tego się zamykałem w sobie kiedy coś/ ktoś mnie ranił. W trudnych sytuacjach nie mogłem liczyć na wsparcie żony i spędzałem dużo czasu w samotności - przede wszystkim przed komputerem starając się odsunąć problemy. (Wiele lat mi zajęło zrozumienie samego siebie i wyciągnięcie wniosków).
Skutek był taki, że moja żona czuła się na uboczu, a ja naprawdę nawet sobie z tego sprawy nie zdawałem i strasznie tego błędu do dzisiaj żałuję.
Jednak mam trochę żalu do żony, że nigdy nie próbowała mnie zrozumieć i tak ostro mnie oceniała, sama nie będąc dla mnie wsparciem i pomocą.
Trochę też zabrakło wspólnych zainteresowań bo żona uwielbia oglądać TV i się w ten sposób relaksuje, a dla mnie oglądanie TV więcej niż 30 min dziennie to katorga, ale jakiś serial zawsze razem oglądaliśmy.

Potem była przeprowadzka do jej domu rodzinnego, dziecko, mało czasu dla siebie i decyzja o budowie własnego domu.
Znowu drobne nieporozumienia jak to w życiu, drobne błędy obydwu stron, brak czasu i poczucie samotności mojej żony.
Moja żona sama przyznaje, że ma trudny charakter, ale wiem, że nie jest złą osobą i ceniłem w niej to, że jest bardzo uczuciowa (wiem dziwny ma charakter - jakby dwie całkowite osoby w jednym ciele, ale to chyba dlatego, że jej rodzice są całkowicie odmiennymi osobami)

Żona zmieniła pracę, raz przez przypadek zauważyłem, że pisuje sms i czasem rozmawia z jakimś facetem o mnie - ot niby nic wielkiego skarżyła się na mnie jaki to dla niej jestem "zły" (idealny nie byłem, ale to samo można powiedzieć o niej). Potraktowałem to jako wyżalanie się żony na mnie bo nie miała komu innemu - duży błąd, ale jak człowiek kocha to jest ślepy.

Tak jakoś "wyszło", że pojawiło się drugie dziecko. Bardzo się cieszyłem, bo chcieliśmy mieć dwójkę dzieci (ja finalnie jeszcze trzecie chciałem mieć na "stare" lata). W nocy wstawałem do dzieci, potem do pracy, a po południu na budowę. Życie nabrało takiego pędu, że nawet nie wiedziałem kiedy tydzień mijał - kolejny błąd.
Żona straciła pracę i kiedy w końcu znalazła nową to u znajomego z poprzedniej pracy którego nie lubiła. Przełamała się i podjęła pracę u niego.
Ciągle na wszystko brakowało czasu, ja wracałem codziennie do domu z budowy naszego domu najwcześniej o 20. Kąpałem dzieci, karmiłem, czytałem bajkę i kładłem spać.
Ale jakoś nie narzekałem, bo robiłem to dla naszej rodziny. Żona z jednej strony narzekała, że spędzamy razem tak mało czasu, a z drugiej mnie dopingowała, bo coraz bardziej była niezadowolona z naszego miejsca zamieszkania (wiadomo jak to z rodziną.....).
Żona ma problemy z migrenami, wiem że to bolesne, starałem się jej pomóc, nigdy nie narzekałem, że coś mnie boli, bo jakoś to dla mnie samolubne wyglądało, narzekać przy jej problemach.
Wiedziałem, że miała mnóstwo pracy z dziećmi i domem. Starałem się być maksymalnie samodzielny, śniadania, kolacje robiłem sobie sam (obiady robiła teściowa), kiedy miałem problemy ze zdrowiem zawsze sam do lekarza chodziłem (np. z jednym okiem zaklejonym, a drugim załzawionym dałem rady jechać do miasta obok), lekarstwa podobnie. Jednym słowem, jeżeli idzie o moje "codzienne" potrzeby żyłem samodzielnie - dzisiaj wiem że to był błąd.
Oczywiście było trochę kłótni, ale nasze kłótnie wyglądały trochę inaczej - pretensje mojej żony, argumenty z mojej strony, jej płacz, przytulanie, moje pocieszanie i niby wszystko ok.
Najgorsze awantury kończyły się tym, że maksymalnie 2 dni rozmawialiśmy ze sobą "ozięble".
Próbowaliśmy naprawiać nasze wspólne życie. Ja zazwyczaj wytrzymywałem "zmieniony" przez miesiąc , moja żona kiedy próbowała się "zmienić" to wytrzymywała 2 tygodnie.
Zbyt mało, abyśmy mogli wpłynąć jeden na drugiego....

No i nasze życie łóżkowe - to co mnie najbardziej zmyliło. Po 10 latach razem kochaliśmy się minimum 2 razy w tygodniu, a zazwyczaj 3-4 razy. Kiedy było więcej wolnego i spędzaliśmy więcej czasu to nawet i codziennie.

W połowie 2011 roku zaczęła wyjeżdżać raz w tygodniu do klientów zagranicznych jako tłumacz.
Ciągle narzekała jaka ta jazda dla niej katorgą jest, bo musi jechać z kimś kogo nie lubi, a do tego spędza w aucie cały dzień - wyjeżdżała o godzinie 5:00 a wracała ok. 23:00.
Z czasem zaczęła opowiadać o swoim szefie jakie to ma ciężkie życie. Tłumaczyła, że tyle godzin spędzają w tym aucie, to co mają robić ciągle gadają.
Jakoś tak mnie to raz zdenerwowało (bo się źle akurat czułem) i powiedziałem jej, że szkoda, że mnie tak nie żałuje jak jego.
Wiem, że powinien mi się uruchomić alarm i też powoli w tej gonitwie codziennej zaczynało to do mnie docierać.
Z mojej strony było mi ciężko, mało czasu spędzałem z żoną, była dla mnie często niemiła, miałem chwile zwątpienia w nasze małżeństwo. Ale zawsze sobie tłumaczyłem, że jak się kogoś kocha to nie można powielać negatywnego obrazu i moja żona ma trudny okres w życiu bo dużo pracuje, jak skończymy nasz dom za ok. pół roku to wszystko będzie lepiej. Czułem się po prostu ... pozostawiony sam sobie, olany przez moją żonę.
W najgorszych chwilach przychodziły mi głupie myśli, że przydałby mi się ktoś kto by mnie pocieszył (nie myślałem akurat o kochance), ale od razu je wyrzucałem z głowy, bo uważałem, że są z gruntu złe i niczemu nie służą.

Przemyślałem całe nasze wspólne życie, moje błędy i doszedłem do wniosku, że tak dalej być nie może.
Od tego czasu zacząłem się zmieniać, starać przebywać więcej z żoną, poświęcać jej więcej uwagi. Efekt był dość dziwny.... bo z jednej strony faktycznie było więcej miłych chwil, a w drugiej w momentach bliskości kiedy próbowałem rozmawiać o naszym związku, błędach i miłości, żona coraz częściej twierdziła, że te rozmowy ją męczą i powodują, że źle śpi - faktycznie tak było.

Żonie ufałem bezgranicznie, do tego wydawało mi się, że osoba skrzywdzona zdradą w rodzinie, matka dwójki dzieci, w dodatku spokojna i ułożona osoba nie jest w stanie zdradzić.

Żona zawsze mało z komputera korzystała, raz dostała zaproszenie na facebooka i założyła sobie konto - używała go głównie do utrzymywania kontaktu z klientami.
Raz wchodząc do pokoju z komputerem zauważyłem, że dostała zawiadomienie na pocztę o wiadomości na facebooku od jej niego (ach ten 22" monitor i mój sokoli wzrok :).

Długo myślałem nad sprawdzeniem jej facebooka, czułem się jak ostatni drań podejrzewając żonę i sprawdzając jej prywatne wiadomości.
Ale sprawdziłem, nie było nic oczywistego, a ja tak bardzo byłem zaślepiony miłością do mojej żony, że przyjąłem za wstęp do czegoś większego (o ty naiwny).
Zacząłem też od tego czasu przyglądać się jej komórce służbowej i zauważyłem dziwną rzecz - jej komórka była zawsze idealnie "wyczyszczona" - zero sms, wysłanych wiadomości, odbiorców wiadomości. To mi dało do myślenia. Kiedy ją o to zapytałem o to, to stwierdziła, że dostaje kilkadziesiąt sms-ów od klientów i dlatego wszystko czyści codziennie.

Serce uwierzyło, rozum już nie. Zaczęły się moje problemy problemy ze zasypianiem i spaniem. Od tego czasu czatowałem na jej komórkę. Chciałem kupić czytnik kart komórkowych, żeby się nie zorientowała, że sprawdzam jej komórkę.
Przenieśliśmy się w międzyczasie do naszego wymarzonego nowego domu akurat na 1 stycznia. Niby super okazja, ale kiedy chciałem z nią porozmawiać o naszym nowym rozdziale w życiu i zmianach, które chciałbym wprowadzić, żeby się nam razem żyło lepiej (ustępstwa miały być głównie z mojej strony) to się wściekła i niezła awantura wyszła, że znowu ją "dołuje" poważnymi rozmowami.
Pewnej nocy w sobotę kiedy nie mogłem spać zauważyłem, że przyszły 3 sms-y na jej służbową komórkę. - zostałem w takim szoku, że dostałem dreszczy. W tym amoku uznałem, że sms "Kocham Cie" jest ode mnie bo dzień wcześniej jej taki wysłałem i dopiero się później zorientowałem, że to od niego.
Szła w zaparte. Twierdziła, że on się w niej zakochał i chce odejść od żony, ale ona odrzuciła jego zaloty.

Miesiąc bezsennych nocy, szok, durna miłość do niej - nie wiem co przeważyło, ale jakoś sercem uwierzyłem, rozum podpowiadał, żebym dał spokój bo to już długo nie potrwa i cała sytuacja się wyjaśni.

Następnego dnia na parkingu pod hipermarketem się przyznała, że miała romans od pół roku. W czasie tych cotygodniowych wyjazdów wybierali sobie krótsze trasy niż poprzednio i wynajmowali sobie pokój w hotelu.
Twierdziła, że czuła się samotna i brakowało jej bliskości. Tamten facet się jej nie podobał, ale w trakcie rozmów okazało się, że mają podobne problemy ze sobą (on ciągle korzystał z pomocy terapeuty), uwielbiają się relaksować przed TV i itp... Do tego on miał okropną żonę, ona obojętnego męża i tak się pocieszali....

Typowe ? Pewnie tak, ale teraz będzie najlepsze.

Twierdzi, że tak naprawdę nie zależało jej na seksie, tylko na "bliskości" i "zrozumieniu". Mało tego stwierdziła, że ani razu nie miała orgazmu z nim, tylko ja potrafię tego dokonać. Ze mną sypiała dla przyjemności, a z nim dla bliskości.

Ale to nie koniec, twierdziła, że od początku tego związku wiedziała, że będzie ze mną i tak naprawdę nie wie czemu "to" zrobiła. Powtarzała jak bardzo mnie kocha i na mnie jej zależy, jak jest zazdrosna i kiedy mnie zdradzała, to zaczęła sprawdzać moją komórkę czy nie mam też czasem romansu.

Kiedy ktoś mnie atakował i próbował dopiec zawsze się chowałem w "głąb" siebie jak ślimak do muszli - zawsze skutkowało.
Tym razem zostałem rozgnieciony razem ze swoją muszelką.

Ciągle nie mogę tego pojąć jak kobieta której byłem pierwszą miłością, która spędziła ze mną 11 lat, matka dwójki dzieci, osoba skrzywdzona zdradą mogła to zrobić. Osoba która jest religijna i składała przysięgę małżeńską przed ołtarzem.

Czuję się zdeptany, poniżony, totalnie rozbity, gorszy, głupi i nic nie warty. Intelektualnie wiem, że to nieprawda ale nic nie poradzę, że tak jest. Myślę, że nie muszę opisywać uczuć które mną targają, bo obecni tu dobrze je znają. W całym moim dorosłym życiu płakałem 3 razy, teraz to nadgoniłem z nawiązką.


Twierdzi, że sama do końca nie wie dlaczego mnie zdradzała. Mówi, że czuła do mnie taką złość i niechęć, widziała tylko we mnie same wady. To boli, bo kiedy ona układała sobie taki mój obraz, ja robiłem całkiem coś odwrotnego - zawsze jej zachowanie tłumaczyłem zmęczeniem, stresem czy kiepskim dniem.
Wyjaśniła, że miała takie wyrzuty sumienia, że jej to zdrowie niszczyło.

Okazało się też jakim jest doskonałym kłamcą, aktorką i jak perfidna potrafi być. Wszystko skrupulatnie wszystko przemyślała: te wyjazdy, wymówki, sposoby kontaktu. Np. numer kochanka ukryła pod numerem z pracy, a jej kochanek kupił telefon na kartę. Z racji tego, że kochanek miał dostęp do bilingów firmowych to wszystko łatwo ukrywał. Spotykali się tylko na tych wyjazdach, a w pracy rozmawiali przez komórkę i komputer. Twierdziła, że wie, że jestem bystry i bardzo się obawiała, że ją dopadnę (bystry to się nie czuję, ale dopaść ją dopadłem).

Właśnie mija miesiąc od momentu jak się dowiedziałem, ciągle nie mogę się pozbierać ani psychicznie, ani fizycznie.

Ze względu na dobro dzieci to i mimo wszystko ją bardzo kocham postanowiłem, że spróbujemy odbudować nasze małżeństwo.

Dużo myślę o niej. Przerażające jest to, że nie znam tej kobiety i nie wiem co się mogę po niej spodziewać. Naprawdę przeraża mnie jej talent aktorski i gładko idące kłamstwa. Po tym wszystkim przy rodzinie gra przykładną żonę i tak jakby nic się nie stało (mówi, że ją to dużo kosztuje).

Kiedy jej mówię, że ma się nad sobą zastanowi dlaczego to zrobiła, aby się to więcej nie powtórzyło to twierdzi, że może później bo teraz się od tego załamie.

Niestety z upływem czasu mam coraz większe wątpliwości. Po tym wszystkim żona nie jest dla mnie żadnym wsparciem, ciągle mi mówi jak mnie kocha i z tego powodu nie radzi sobie "z tym".
Ja ze swojej strony próbuję ją zrozumieć i potrzebuję rozmowy na ten temat. Ona twierdzi, że tymi rozmowami ją "dołuję" i doprowadzam do depresji.
Codziennie mi powtarza, że chce już zacząć normalnie żyć.
Z jednej strony wiem, że cała ta sytuacja też na nią wpływa, a ona ma słabą psychikę (czy aby na pewno?). A może tylko wchodzi w dobrze graną rolę "ofiary"

Czuje się dotknięta moim brakiem zaufania i posądzeniem ją o to, że mnie może znowu zdradzić. Czasami już nie mam sił, ale staram się nie mówić nic czego mógłbym potem żałować.

Nie wiem co będzie, muszę znaleźć w sobie mnóstwo siły.
Przede wszystkim żal mi dzieci i jednak wciąż żonę kocham dlatego mam zamiar spróbować, abym potem tego nie żałował.
Próbuję odnaleźć drobne radości w życiu które mnie cieszyły (zawsze mnie cieszyła byle głupota, np. , wieczorna kawa z ciachem, głupi kawał i itp), staram się o więcej ruchu - nic nie pomaga.
Mam 33 lata i czuję, że przegrałem swoje życie, nie wiem jak dalej żyć.


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Romans biurowy-krótka i banalna historia
Moja historia-pomóżcie zrozumieć.
Banalna historia
moja historia
bardzo dziwna historia
Moja historia i moja wina/gabrys99/syrbag99
No to i moja historia
Moja historia
niekończąca się historia
Moja smutna historia
Historia mojego małżeństwa
Historia jak każda inna...
moja historia
Moja historia
Moja smutna historia
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Proszę o opinię
Nie radze sobie ...s...
To nieprawdopodobne
Niby nowy rozdział, ...
Prawie 4 lata po zdr...
Kolejny uszczęśliwio...
Zazdrosc
dlaczego
Złe decyzje
"Nie moge tego kontr...
Jak nie rozpamiętywa...
Dylemat moralny.
Zdrada emocjonalna
zdradziła, nie wyjaś...
Gdy zaczyna pojawiać...
Zdrada z rehabilitan...
Potrzebuje porozmawi...
głupia ja
Zdradzony po 20latach
Udręka na trzy serca...
Podzial majatku
Zdrada po 7 latach m...
Czy to tylko flirt
Czy można szczęśliwi...
zdradziła bez wyjaśnień
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

zgredek
19/06 00:01
A co u poile? wszyscy zapomnieli o chyba najdłuższym wątku na forum

Archiwum
Reklamy
Masaż Kęty
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info