Reklamy...
Zobacz Temat
Zdrada - portal zdradzonych | ALFABET ZDRADY | M - miłość
Strona 16 z 18 << < 13 14 15 16 17 18 >
Autor RE: Miłość - czym jest ?
morfeusz
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 285
Przyjaciel

Miejscowość: Na końcu świata
Pomógł: 1

Data rejestracji: 14.01.09

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 21-03-2012 16:32
Morfeuszu, zakładając Twoją wersję wybaczania, do której nie potrzeba Ci drugiej osoby, to co stanie się z Twoim przebaczeniem, jeśli wyjdą na jaw nowe pikantne fakty z przeszłego życia Twojej ex z Tobą lub nowe motywy zdrady?


Marto, znam Cię tylko co na tym portalu, nie kocham, jesteś mi obojętna. Podobnie jest z moją ex, którą nie kocham, jest mi także obojętna. Żebym zobaczył was w jakimś pornolu zrobionym jakiś czas temu, to myślę, że byłoby to całkiem niezła ciekawostka. Z zainteresowaniem bym na was spoglądał. Nie byłoby różnicy w postrzeganiu, czy to jesteś Ty, czy moja ex. Ooo, takie tam sobie dwie kobiety, które bardziej lub mniej znam, więc ciekawość tym większa, bo nie byłybyście zupełnie takie anonimowe.

Z biegiem czasu zrozumiałem, że moja ex nie była mnie warta. Nie jest to ta jedyna, nawet jeżeli bardzo kochałem. Dlatego przyjmuje teraz taką postawę a nie inną. A jak to nie ta kobieta, to w tym momencie też nie boli, a film z jej udziałem stałby się nawet "ciekawy". Więc pikantne szczegóły byłyby całkiem interesujące.

W mojej opinii przebaczenie (jego drugi etap) MUSI opierać się na prawdzie/rzeczywistości, bo inaczej jest subiektywne.


Prawdzie, rzeczywistości? Jakiej? Powiedzenie sobie w oczy i wyjaśnienie wszystkiego? Wtedy doznasz olśnienia w postaci przebaczenia?
Zobaczysz to, co będziesz chciała lub nie przyjmiesz tego. Wypełnisz tylko lukę w swoim ego. Wiec to uważasz za obiektywne?
Przebaczenie zawsze będzie subiektywne, czy chcesz tego czy nie.

Problem polega na tym, że bez jej szczerych wyjaśnień możesz się tylko domyślać. A to jest słabe ogniwo w Twoim procesie, ze względu na to co powyżej napisałam


"Nie jestem z pierwszej łapanki" jak mawia mój kolega. To nie jest miesiąc po zdradzie. Minęły 3 lata. A przez ten czas nie próżnowałem. Wiem co mi powiedziała ex, co sam odkryłem, co inni powiedzieli, i to, co sam rozłożyłem na czynniki pierwsze wysuwając wnioski siedząc w tym już dość głęboko. Przyjmuje nawet do wiadomości, że mogła mnie nie kochać. I pewnie tak było skoro zdradziła. A to chyba już ostateczność. Nie uważasz?

Marto, nie trzeba być wielkim myślicielem, aby to zrozumieć. Jeszcze niedawno najbliższa mi osoba - a teraz romans. Oświadcza mi o tym telefonicznie 3 miesiące po ślubie. Jakiej Ty wiedzy potrzebujesz? Chciałabyś kajania się przed Tobą aby Ci ulżyło? Jest to dla mnie zbędne.
Zresztą co mi po tym, kiedy będę miał wszystko czarno na białym . Więc uważasz, że wiedza o motywach działania z jej ust, dlaczego to zrobiła, szczera rozmowa itp., jest zbawienne i pomocne w tym procesie?
Dla mnie jest to zupełnie nieistotne. Nie wiem, po co miałoby to służyć. Jeżeli Tobie by to pomogło, zrzuciłabyś ciężar i przez to byś przebaczyła, to ok. Ja takich rzeczy nie wymagam i nie są mi potrzebne.
Z drugiej strony większość to od niej się dowiedziałem (żony), bo wiedziała (przynajmniej na początku), że już nie ma szans na odbudowę i bez sensu ukrywać. Później tylko dokładałem klocki do układanki.

Może to dziwne podejście, ale ja taką sytuacje porównuje np. do mojego ulubionego zwierzątka, które mnie ugryzło, bo nadepnąłem na ogon. Instynkt kazał mu ugryźć, bo zabolało. Jednak czy muszę być wściekły za to do końca życia? Zwierzątko nie mówi, nie może wyrazić żalu, nie może wytłumaczyć się nawet jak bym tego chciał. Ale czy jednak nie mogę przebaczyć? Moja ex pewnie nie była do końca spełniona ze mną (bolało ją coś, podobnie jak ten ogon), więc przyprawiła mi rogi. Ale wniosek wysuwam podobny w obu przypadkach. Po prostu traktuje takie osoby przedmiotowo (bezpłciowo), nie jestem zaangażowany emocjonalnie.

To trochę za późno. Uzależnienie jest konsekwencją związku. Związek powinien zakończyć się neutralnością, tak jak się zaczął. Jeśli związek przerywa zdrada i kończy się on w sposób formalny, to sporo jego elementów nadal pozostaje w umyśle.


Jeżeli związku nie ma i wszystkich jego elementów z tym związanych, to wtedy nie mówimy o uzależnieniu.

A czy to jest regułą co napisałaś wyżej? Związki kończą się zazwyczaj boleśnie przynajmniej dla jednej ze stron obojętnie czy była zdrada czy nie. Zawsze pozostają pytania bez odpowiedzi, kupa emocji i my sami ze sobą z tym ogromnym problemem. Czy wtedy nie jesteśmy zdolni do neutralizacji emocji, całkowitego pogodzenia się z zaistniałą sytuacją i "kasacji" wszystkiego co było? Większość z nas coś takiego przeżyła. Ale zauważ, że kiedy poznajemy kogoś po takiej traumie, kogoś wyjątkowego, to często później przebaczamy za popełnione krzywdy z przeszłości, dziękujemy i jesteśmy szczęśliwi, że dane nam było doświadczyć czegoś nowego, wyjątkowego, nieporównywalnie lepszego od poprzedniego. Chyba że następny związek jest tylko ucieczką, więc nie ma tych odczuć.
Jednak kiedy motamy się, nie potrafimy sobie z tym do końca poradzić, negatywne emocje pozostały, wtedy pozostaje coś, co nie daje nam spokoju. Sprawa nie została do końca załatwiona. To jest Twój obraz związku po zdradzie. I jak widać masz nierozwiązany problem. W moim przypadku tak było, ale do pewnego momentu w czasie. Jeżeli jednak cały czas ewaluuje, z czasem w głowie następuje przeskok w zupełnie inny wymiar. Pozostaje tylko wiedza i doświadczenie, które często nie pomagają naiwnie wchodzić w coś (następny związek) byle jakiego.

Nie chodzi o to by ktoś się kajał w worze pątniczym, głowę posypując popiołem. Ale o to by krzywdzący miał świadomość wyrządzonej krzywdy. O to by tak jak za każdym razem kiedy zdradzał i miał w d..ie partnera/kę, tym razem jego/ją uwzględnił. I jest to kluczowe, by nawet po rzdarzeniur1;, ta druga strona zauważyła w nas człowieka.


To potwierdza tylko, że masz problem ze swym ego. Nie możesz pogodzić się z tym, że zostałaś potraktowana przedmiotowo, zbezczeszczona, jak śmieć. Dlatego wymagasz, chciałabyś, aby ex, przynajmniej w minimalnym stopniu podniósł Twój wizerunek w Twych oczach a sam się zniżył.
Ja nie potrzebuje podnosić swej wartości. Nie wiem co powyższe miałoby wnosić w proces przemiany. To, że ktoś po zdradzie nie będzie traktował nas jak szmatę a jak człowieka? Ale to już nie jest problem osoby zdradzającej tylko zdradzonej.
W moim przypadku sam doprowadziłem się, że byłem tak traktowany, moja ex szła tylko swoją drogą "szczęścia", a ja moją postawą szkodziłem tylko sam sobie przez nieszanowanie swej osoby. Dlatego mam pretensje tylko do siebie, że tak pozwoliłem się zeszmacić.

A ex? Jest jak to zwierzątko w/w, niezdolne do przetwarzania logicznych informacji nie mówiąc o czymś wyższym. Więc mam się spodziewać czegoś niesamowitego, przez to być uzależnionym od jej postawy, aby mieć w środku wewnętrzny spokój i grubą krechę oddzielającą, to co zaszło w przeszłości ? Chcesz Marto zmienić exa aby mieć satysfakcję z tego, aby zaczął Cię traktować jak człowieka i poczuł to, co Ty czułaś w ówczesnym czasie? To jest problemem?

Zgadza się, przemiany zachodzą w nas, ale nie da się zmieniać rzeczywistości wokół. A rzeczywistość jest taka, że konkretny zdradzacz reprezentuje swoją osobą konkretną postawę i podejście do życia i innych ludzi.


Przebaczamy głównie dla siebie, bo chcemy zamknąć pewien rozdział w życiu. A bez przebaczenia tego uczynić nie możemy, nie pójdziemy dalej całkowicie oczyszczeni z przeszłości.
Jeżeli ktoś coś mi ukradnie, a ja dowiem się kto to jest, to nie muszę mu przebaczać, bo to nie leży w moim interesie, szkoda był mała, dlatego, że nie siedzi tak głęboko, a przyszłość nie będzie od tego uzależniona. Nic to w moim życiu nie zmieni.
Zdradzaczowi przebaczam za to, co było w relacjach między nami a nie kto kim jest dla kogoś innego. Zresztą jak już wspominałem robię to z pobudek czysto egoistycznych.

Nie można przebaczyć osobie, która tego przebaczenia nie chce, bo na jakiej kanwie to uczynić? W oparciu o co ją rrozgrzeszyćr1;? O swoje dobre chęci?


O swoje pogodzenie się z przeszłością, bez którego nie jest możliwe zamknięcie tego rozdziału.

Nie wygląda to tak, że podchodzimy do naszego wiarołomnego, wyciągamy rękę nad jego głową i mówimy: "przebaczam ci". To jest śmieszne. Czy zdradzacz musi wiedzieć o naszych zamiarach w stosunku do tego co uczynił? Jeszcze raz powtarzam. Przebaczać w moim odczuciu, to zamykać rozdział dla naszego świętego spokoju. Postawa drugiej strony jest w tym momencie mało istotna. Niech sobie idzie i robi co mu/jej się żywnie podoba. Ze mną ma już uregulowane.

Odpuszczenie win wg KK obejmuje zadośćuczynienie i bez niego sakrament jest nieważny, co oznacza, że odpuszczenie nie może odbyć się bez przynajmniej szczątkowego zaangażowania pokrzywdzonego. Jeśli kogoś obraziłeś przeproś, jeśli ukradłeś oddaj itd. Musisz załatwić sprawę ze swoim bliźnim. Nie możesz czynić grzechu, a potem odpuszczać go tylko w konfesjonale. Stąd nie może zaistnieć sytuacja, że on wypełnił te warunki, a ja o tym nie wiem.


Z praktycznego punktu widzenia gdzie te grzechy są odpuszczane, czyż nie tylko w konfesjonale? Jeżeli się spowiadałem to nigdy nie otrzymałem pokuty aby kogoś przepraszać, komuś co oddawać itp. Najwyżej 10 razy Zdrowaś Marior30;

Co do obecności pokrzywdzonego. Żołnierz wracający z misji, który zabił parę osób, idzie do kościoła wyspowiadać się. Wszystko odbywa się bez obecności pokrzywdzonych. Jednak wszystkie warunki zostały spełnione a grzechy zostały odpuszczone...

Wg. Ciebie to frazesy, ale może dla niego to było stanięcie na wyżynach uzewnętrznienia się. Ko to wie...


Morfeusz, serio mówisz? serio, serio?


Tak, pokazuje możliwą stronę Twojego byłego, która nie musi się zgadzać z Twoimi wyobrażeniami.

Dajmy na to: wiesz, że ktoś krzywdzi, okłamuje czy wykorzystuje inną osobę świadomie, dobrowolnie i nie uważa by robił coś złego r11; to zwisa Ci to? podasz mu rękę? Ja nie. I skrupulatnie trzymam się tego w swoim życiu. Nie ma spełnionych warunków, które pozwalają potwierdzić rehabilitację złoczyńcy r11; nie ma przebaczenia.


Jeżeli ta sytuacja otworzyła mi oczy, pokazała w jakiej żyłem ułudzie, jeżeli przez to będę mógł zamknę drzwi, aby móc otworzyć nowe, to podam rękę dbając przede wszystkim o siebie. Bo wiem, że to już koniec, a dla polepszenia mojego samopoczucia dumę mogę wsadzić gdzieś.
Inaczej sprawa wygląda, kiedy nadal zmagamy się z taką osobą, ona nas dalej krzywdzi, a my nie możemy się od niej uwolnić z różnych względów. Wtedy trudno wybaczyć. W moim przypadku jest to tylko oczyszczenie przeszłości bez udziału drugiej strony.

Nie wiem, może dlatego że jesteś kobietą i dlatego musisz prosto w twarz dostać taką odpowiedź jaką wymagasz dla przebaczenia. Konstrukcja mężczyzny uważa, że liczą się czyny i to powinna zrozumieć partnerka jako wyznacznik uczuć. Kobieta jednak potrzebuje dodatkowo słów (np. kocham cię), aby uwiarygodnić postawę partnera.


Morfeuszu, do przebaczenia muszę otrzymać prawdę (dlaczego napisałam powyżej). Czy uważasz, że w aspekcie zdrady powiedzenie rkocham cięr1; nie jest frazesem, powiem więcej, nie jest kłamstwem?...itd., itd.


Źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi tylko o możliwy Twój punkt widzenia Ciebie jako kobiety, potrzeb i warunków związanych z wybaczaniem. Kobieta musi pewne sprawy usłyszeć aby utwierdzić się w przekonaniu. Dlatego dałem przykład z "kocham cię". Nie wystarczy Wam (kobietom) uczynki partnera jako wyraz miłości, ale musi to być potwierdzone także słowem. Oczywiście trochę koloryzuje, ale prawdą jest, że kobiety mają o wiele większą potrzebę m.in. w takim okazywaniu uczuć niż faceci. Dlatego możliwe, że jest większy popyt takiej "szczerej" rozmowy podczas procesu wybaczania i zaspokojeniu przez to swoich potrzeb, w celu wybaczenia.

Ponownie mylisz etapy. Pogodziłam się w pierwszym etapie, nie czuję żalu, a moją równowagę wewnętrzną zapewnia złożenie kilku czynników. Między tymi czynnikami znajduje się również brak wybaczenia osobie, która moralnie nadal pozostaje wątpliwa. Gdybym podała mu rękę w tej sytuacji, raczej nie mogłabym spojrzeć w lustro.


Więc podałabyś rękę koledze z pracy, który robi np. ciemne interesy, zdradza żonę, kłamię, oszukuje itp. a byłemu facetowi, który zdradził Cię już nie? Więc czy tu chodzi o moralność człowieka czy utraconą Twoją dumę?

Morfeuszu, nigdy nie oczekiwałam skakania czy starań. Mi wystarczyłaby jedna szczera rozmowa, bez prób ugrania czegoś dla siebie, bez prób manipulacji, z odsłonięciem wnętrza tej osoby, jej motywów oraz świadomość tej osoby, że zadała mi ból. To chyba niewiele, ważąc zyski i straty z tej rozmowy, dla obu stron?


Już wcześniej wspominałem o tym. Jak To Ci to ulżyły, to ok. Ja jednak tego nie potrzebuję, nie wymagam skruszonych oczu. Ale nie przeszkadza mi to, aby wybaczyć dla samego siebie. Co chciałem wiedzieć, dowiedziałem się, uzewnętrznienie się wiarołomnej nic już w mojej głowie nie zmieni. Jest dla mnie osobą nieistotną r11; jedną z wielu chodzących po ulicy. Więc po co mi szczere słowa od kogoś, kto mnie zupełnie już nie obchodzi?

Faktycznie gdybasz Mój ex, to stary egoistyczny cap, który nigdy mnie nie kochał (albo kochał na swój sposób - na jedno wychodzi), a oznaki rmiłościr1; zaczął okazywać jak go wyrzuciłam ze swojego życia, a jeszcze większe oznaki i większą zapalczywość, kiedy zaczęłam pokazywać się z nowym facetem. Ot klasyka, płycizna i prymitywizm podszyty lękami. Jeszcze około 2 lat po chciałam rozliczyć przeszłość r11; niestety w każdej rozmowie, próbował mną manipulować emocjonalnie. Tak się niestety nie da rrozgrzeszaćr1;.


No widzisz Marto, jak ma się jeszcze tyle emocji, to chciałoby się zadośćuczynienia i tych szczerych skruszonych słów od exa. Dlatego nasze wymagania co do przebaczenia są inne. Moje emocje są bardzo znikome i wymagania od byłej żony mam o wiele mniejsze. Ja rozliczyłem się z przeszłością wewnątrz siebie, Ty potrzebujesz bodźców ze strony "starego capa".

Przytoczyłam 5 warunków ponieważ jest to znakomita psychologiczna instrukcja obsługi sytuacji kryzysowej zaistniałej między dwiema osobami, która prowadzi bezpośrednio do całkowitego rozwiązania problemu.


"Pięć warunków sakramentu pokuty" to widzenie od strony pokutnika, czyli Twego exa. Nie widzisz zależności dlaczego wymieniłaś właśnie taką psychologiczną instrukcję? My tu rozmawiamy o przebaczaniu, czyli z naszego punktu widzenia a Ty krążysz głównie po przeciwległym biegunie. Piszesz co powinien uczynić pokutujący aby dostać rozgrzeszenie. Powinien się zmienić moralnie, zadośćuczynić, żałować, zrozumieć popełnione błędy itp. Wymagasz tego wszystkiego aby doznać ukojenia, zamknąć za sobą karty przeszłości.
Sama widzisz, że nie osiągniesz tego, jeżeli Twoje wyobrażenie schematu postawy postępowania zdradzacza wobec Ciebie nie zmieni się. Dlatego można powiedzieć w przenośni, że Twoja dusza spoczywa na jego dłoniach.

Marto, powiedz mi, jak to widzisz od strony nas zdradzonych? Co powinniśmy zrobić my sami, aby wybaczyć. Bo jak na razie dowiedziałem się tylko czego wymagasz od zdradzających, ale co Ty mogłabyś zrobić w tym kierunku, to jak sama wspomniałaś jest bardzo szczątkowe. Może zacznijmy najpierw od siebie, skoro fizycznie nie jest możliwe aby zmienić otoczenie. Przecież chodzi głównie o nasze dobre samopoczucie. A jaką to drogą pójdzie jest mniej istotne, liczy się sam efekt.

Potrzebujesz tej drugiej fazy którą wymieniłaś. Dlatego to jest Twój proces, Twoje fazy, Twoja droga. Ja nie potrzebuje drugiej osoby do wybaczania, więc mam nadzieję, że u mnie proces jest już na ukończeniu.

Chciałbym jeszcze dodać, że inaczej to się ma, jeżeli zostajemy z wiarołomnym/ą. Wtedy oprócz wybaczenia dochodzi zaufanie, miłość, szacunek, wyjątkowość itp. Jeżeli chcemy budować od nowa, dzielić z tą osobą resztę życia, to o wiele trudniej wybaczyć, ponieważ, że dalej inwestujemy w "to samo" swoje emocje. Dlatego pogodzić razem zdradę, ból, miłość bardzo się kłóci ze sobą. Jeśli więc wkładamy samego siebie, to i też mamy wymagania. Często nie możemy przeboleć, że powinniśmy wybaczyć coś, w czym dalej tkwimy, dajemy a zarazem sprawia nam to ogromny ból.

Pozdrawiam







Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor
RE: Miłość - czym jest ?
Wścibski Gość
Nadistota

Avatar Użytkownika

Postów: Bardzo dużo
Data rejestracji: Od zawsze
Dodane dnia 27-02-2020 04:42
Reklama
Góra http://www.zdradzeni.info/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Miłość - czym jest ?
Gordian
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 231
Uzależniony

Pomógł: 0

Data rejestracji: 19.12.10

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 21-03-2012 16:58
Ups!... Czy są gdzieś dostępne streszczenia Waszej dyskusji? smiley
Sonata - dlaczego miłość jest przereklamowana?
Wracam myślami do filmu "Ognioodporny", owszem kiczowaty, ale zmusza do refleksji. Warto sobie przypomnieć. smiley
http://www.youtube.com/watch?v=zi7Acrc41pc
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Miłość - czym jest ?
sonata
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 252
Przyjaciel

Pomógł: 0

Data rejestracji: 15.05.10

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 22-03-2012 10:15
Milosc jest jak sraczka przychodzi z nienackasmiley
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Miłość - czym jest ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 22-03-2012 12:47
Według mnie darzenie kogoś uczuciem (a takim jestem pewien jest miłość) jest oddaniem cząstki siebie. Tak zwyczajnie. Nie oczekując niczego w zamian. Jeśli ktoś podepta tą cząstkę mnie. Jeśli sama cząstka mnie jest dla tego kogoś niczym. To niby jak potraktuje mnie w pełnej okazałości?smiley
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Miłość - czym jest ?
Jedrek
Użytkownik Postów: 1
Nowy

Pomógł: 0

Data rejestracji: 06.05.12

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2012 18:03
Widzę że dyskusja ze zdrady przechodzi w miłość
Nigdy nie zdradziłem i nie zostałem zdradzony, jeśli
chodzi o sex ale jest inny wiele rodzajó zdrady w związkach
o których nie pisze się? Czy rezygnacja z życia sexualnego
z własnym mężem i odstawienie go na bok bez możliwości
zmienienia czegokolwiek nie jest zdradą, nie jest skazaniem
go na rozwód, życie zdala od dzieci bo nie potrafił żyć bez seksu?
Nikt nie poruszył tego tematu ale i takie powody rozpadu związków
albo zdrad są na tym świecie i kto jest winny ten kto odchodzi,
albo zdradza, czy ten który doprowadza do takich sytuacji.
Można mówić że przecież można pogadać z żoną, ale jak się
gada 11 lat i nie ma woli naprawienia sytuacji z jej strony?

KTO JEST WINIEN FACET W ODSTAWCE KTÓRY ODCHODZI CZY ŻONA KTÓRA ODSTAWIA ????????

Chyba poznałem Oleczkę z forum (imię analogiczne w życiu)
cudowna kobieta z południa Polski która zostałą zdradzona
mimo że była (jest nadal) można rzec kobietą idealną.
Zakochałem się, wie o tym ale skoro znalazłem ją na tym
forum musze o tym napisać tu.
Jędrek

Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Miłość - czym jest ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 06-05-2012 19:27
Jedrek napisał/a:
Czy rezygnacja z życia sexualnego
z własnym mężem i odstawienie go na bok bez możliwości
zmienienia czegokolwiek nie jest zdradą, nie jest skazaniem
go na rozwód, życie zdala od dzieci bo nie potrafił żyć bez seksu?
(...)
KTO JEST WINIEN FACET W ODSTAWCE KTÓRY ODCHODZI CZY ŻONA KTÓRA ODSTAWIA ????????


Nie nazwałabym zdradą odsunięcie męża od siebie w sprawach seksu. To raczej, w moim mniemaniu, zerwanie więzi, nie pisanej umowy, brak szacunku i zupełnie nie liczenie się z jego potrzebami.
W/w pod warunkiem, że nie istnieją problemy medyczne, psychologiczne i inne, z którymi żona chce się zmierzyć, chce leczyć.
Czy to usprawiedliwia odejście męża?
Jeśli zostało wyartykułowane "nie chcę tak żyć", to tak.
Jeśli nie zostało dobitnie powiedziane z "groźbą" odejścia w sytuacji trwającej nieprzerwanie i bez zmian, to nie, szczególnie gdy to "odejście" odejściem nie jest, a jest romansem.
Różnica polega na tym czy "zimna" żona zdaje sobie sprawę, że jest zimna. Innymi słowy czy rozmawiacie o tym, czego między Wami nie ma, a czego Ty pragniesz...


This user has been deleted!
Edytowane przez dnia 06-05-2012 19:28
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Miłość - czym jest ?
Potato
Użytkownik Avatar Użytkownika

Postów: 119
Uzależniony

Miejscowość: Poznań
Pomógł: 0

Data rejestracji: 21.11.11

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 08-05-2012 14:15
Zanim doszło do czego doszło wierzyłam w miłość. Ale przecież nie rani się tak drugiej osoby, jeśli się ją kocha. Zaczynam powoli rzygać stwierdzeniem, że każdy może popełnić "błąd". Cały czas nie potrafię zrozumieć, jak można coś takiego zrobić. Jak można oszukiwać, kłamać. Być takim egoistą. I jeszcze gadanie "przecież Cię kocham".. I co to zmienia?
Zawsze (już jako mała dziewczynka) , pewnie jak większość kobiet, marzyłam o swoim księciu z bajki. O mężczyźnie, którego pokocham i, który to odwzajemni. O tym, że będziemy szczęśliwym małżeństwem. A teraz? Na dźwięk słowa "ślub" mam ochotę uciekać. Prawda jest taka, że nie umiem już w pełni kochać. Bo co to za miłość, kiedy partnera traktuję z rezerwą? Co to za miłość, skoro przed szczęściem bronię się rękami i nogami, bo boję się, że znowu zostanie mi odebrane?
Stałam się jakby inwalidką emocjonalną. I miłość to dla mnie puste, nic nie znaczące słowo.



Oh, as if you had no choice? There's a moment, there's always a moment 'I can do this, I can give in to this, or I can resist it.' And I don't know when your moment was, but I bet there was one.

Tylko najgorsze rzeczy w życiu są naprawdę za darmo.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 16 z 18 << < 13 14 15 16 17 18 >
Skocz do Forum:
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info