Reklamy...
Zobacz Temat
Zdrada - portal zdradzonych | ALFABET ZDRADY | C - ciekawość, czas
Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
Autor Czas goi rany...jednak ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 13-06-2011 20:32
Zakochani na haju, porzuceni na głodzie

zaczerpnięte ze strony
http://www.rp.pl/artykul/506095.html


Romantyczna miłość działa na mózg jak środki uzależniające. Dlatego tak trudno się leczy złamane serce


Co wspólnego mają ze sobą palacz, który próbuje rozstać się z nałogiem, i nieszczęśliwie zakochany człowiek, którego miłość została odtrącona?
Wbrew pozorom łączy ich wiele. Przynajmniej na poziomie tego, co się dzieje w mózgu. Pogodzić się z odrzuceniem czy zerwać z uzależnieniem to dla naszych komórek nerwowych niemal jedno i to samo. Za romantyczną miłość odpowiadają bowiem te same struktury, które aktywizują się podczas delektowania się środkami odurzającymi.

To wniosek z badań dr Helen E. Fisher, amerykańskiej antropolog z Rutgers University, autorki książek o ludzkiej uczuciowości. - Kiedy sprawy układają się dobrze, uzależnienie od miłości przynosi wspaniałe owoce - mówi uczona. - Gorzej, kiedy coś idzie nie po myśli osoby szaleńczo zakochanej. Wtedy skutki nałogu mogą być opłakane.

Stąd biorą się ekstremalne zachowania odrzuconych kochanków. Z wielbicieli przeobrażają się w prześladowców. Bywa, że są w stanie zabić: siebie lub obiekt uczuć. Takie przypadki zdarzają się we wszystkich kulturach, co potwierdza uniwersalność przeżywanych w tych momentach emocji.

O wynikach badań pisze "Journal of Neurophysiology".

Fisher przeprowadziła swoje badania z pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Urządzenie to umożliwia podglądanie pracy mózgu człowieka.
"Podglądanych" było 15 młodych osób, heteroseksualnych kobiet i mężczyzn. Łączyło ich podobne doświadczenie: złamane serce.
Średnio po dwóch latach związku zostali odrzuceni przez swojego partnera. I choć od tego wydarzenia minęło około dwóch miesięcy, wszyscy deklarowali, że wciąż czują się zakochani. Potwierdził to wynik testu badającego intensywność romantycznych uczuć. Wszyscy zostali wysoko sklasyfikowani na skali namiętności.
Przyznawali m.in., że bezsenne godziny spędzają na rozmyślaniu o ukochanej osobie.

To jej zdjęcie oglądali, podczas gdy zespół Fisher śledził pracę ich mózgów. Naukowców interesowało, w jaki sposób będą reagować na wspomnienia wspólnie spędzonych romantycznych chwil. Dla porównania podczas drugiego badania 15 nieszczęśników oglądało zdjęcia osób, wobec których nie żywią intensywnych uczuć.

"Czas goi rany: im dalej od rozstania, tym mózg bardziej obojętnieje wobec obiektu miłości"

Okazało się, że namiętność przełożyła się na aktywność neuronów. Pod wpływem myśli o kochankach u badanych doszło do pobudzenia kilku struktur.
Chodzi o znajdujące się w śródmózgowiu pole brzuszne nakrywki, które odpowiada za motywację i jest częścią układu nagrody. To właśnie ono angażuje się w przeżywanie romantycznego uczucia. Aktywne były również jądro półleżące oraz kora przedczołowa zarządzające naszymi pragnieniami i popadaniem w uzależnienie. Ważną rolę odgrywa tu dopaminoergiczny system nagrody, który sprawia, że narkomani czerpią przyjemność z zażywania kokainy. Uczeni zauważyli też pobudzenie w obszarze kory wyspowej i zakrętu obręczy, zaangażowanych w przeżywanie bólu i rozpaczy.

Odrzucona miłość boli - tego zmienić się nie da. Ale badania przynoszą również dobrą wiadomość dla nieszczęśliwie zakochanych. Potwierdzają starą prawdę, że czas leczy rany. Im dalej od rozstania z kochankiem, tym mniejsza aktywność w obszarach mózgu odpowiedzialnych za przywiązanie do niego. Ale nawet kiedy ono wciąż istnieje, to nie przestają pracować struktury umożliwiające zdroworozsądkowe myślenie, tj. odpowiedzialne za regulację emocji czy dokonywanie ocen. Również one były aktywne podczas badania zamyślonych zakochanych.

A to oznacza, że są oni w stanie wyciągnąć wnioski ze swoich doświadczeń oraz dokonać oceny zysków i strat. - Zdrowiej jest dla mózgu, kiedy zamiast pogrążać się w smutku, nazywamy na głos swoje doznania - mówi dr Fisher. I tym samym potwierdza kolejną starą prawdę: zawód miłosny trzeba "przegadać".
Albo zakochać się na nowo.


This user has been deleted!
Edytowane przez dnia 13-06-2011 20:35
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor
RE: Czas goi rany...jednak ?
Wścibski Gość
Nadistota

Avatar Użytkownika

Postów: Bardzo dużo
Data rejestracji: Od zawsze
Dodane dnia 28-02-2020 13:50
Reklama
Góra http://www.zdradzeni.info/ Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Czas goi rany...jednak ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 13-06-2011 20:54
Ta sama pani Fisher robiła kiedyś badania odnośnie:

1) Średniego czasu pierwszego kryzysu (i ewentualnie rozpadu związku) = 4 lata
Niewiele krócej wydzielają się jakieś tam substancje (nie każcie mi przepisywać ich nazwy) dające "stan zakochania".

2) W związkach, które przetrwały dłużej i partnerzy uważają się za szczęśliwych występuje inne zjawisko. Jedna z tych substancji już się nie wydziela, ale za to jest dopamina, która pojawia się w tzw "polu brzusznym" (w mózgu - tylko taka nazwa brzuszna) i ona daje "stan miłości"

Mój wniosek - można być szczęśliwym nawet latami i jak się przezwycięży ten pierwszy kryzys, to kto wie....
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Czas goi rany...jednak ?
Galland
Użytkownik Postów: 136
Uzależniony

Pomógł: 0

Data rejestracji: 10.05.11

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 13-06-2011 23:36
Goi, goi. Blizny zostawia, ale jednak goi.
Ważne, żeby po okresie żałoby nie stać w miejscu. Wziąć się za siebie, nauczyć się żyć dla siebie. Wybaczyć sobie własne błędy. Odciąć się i żyć nowym życiem. Osoba, którą kochaliśmy umarła, a to co zostało to chora fantasmagoria, krzywa wariacja na temat naszych fałszywych wyobrażeń o tej osobie. Z rozdrapywania przeszłości nic dobrego nie wynika nigdy. Ta osoba ma Cię gdzieś, żyje szczęśliwa, a Ty trwasz. Sama myśl, że ktoś cały czas bez żadnych konsekwencji mógłby mieć na moje życie wpływ jest odrażająca


Nie umrzemy, żyć będziemy.
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Czas goi rany...jednak ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 14-06-2011 05:48
Jakich wiele - świetny artykuł.
Dla wszystkich chyba na tym FM.
Dzięki.
smiley

jakich wiele napisał/a:

"Czas goi rany: im dalej od rozstania, tym mózg bardziej obojętnieje wobec obiektu miłości".


Potwierdzam.
smiley


jakich wiele napisał/a:
Odrzucona miłość boli - tego zmienić się nie da. Ale badania przynoszą również dobrą wiadomość dla nieszczęśliwie zakochanych. Potwierdzają starą prawdę, że czas leczy rany. Im dalej od rozstania z kochankiem, tym mniejsza aktywność w obszarach mózgu odpowiedzialnych za przywiązanie do niego.


Również potwierdzam.
smiley

jakich wiele napisał/a:
Zdrowiej jest dla mózgu, kiedy zamiast pogrążać się w smutku, nazywamy na głos swoje doznania - mówi dr Fisher. I tym samym potwierdza kolejną starą prawdę: zawód miłosny trzeba "przegadać".
Albo zakochać się na nowo.


Amen.
smiley
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Czas goi rany...jednak ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 14-06-2011 06:00
LSR napisał/a:
Ta sama pani Fisher robiła kiedyś badania odnośnie:

1) Średniego czasu pierwszego kryzysu (i ewentualnie rozpadu związku) = 4 lata
Niewiele krócej wydzielają się jakieś tam substancje (nie każcie mi przepisywać ich nazwy) dające "stan zakochania".


Za ten stan, trwający rzeczywiście od 1,5 do 4 lat odpowiedzialna jest fenyloetyloamina (w skrócie PEA), która działa, jak narkotyk i niestety w pewien sposób potrafi uzależnić, stąd kiedy organizm przestaje na nią działać, szukamy, uzależnieni, nowych obiektów zainteresowań lub ( patrz punkt 2 poniżej ) zaczynamy wydzielać kolejne związki chemiczne...


2) W związkach, które przetrwały dłużej i partnerzy uważają się za szczęśliwych występuje inne zjawisko. Jedna z tych substancji już się nie wydziela, ale za to jest dopamina, która pojawia się w tzw "polu brzusznym" (w mózgu - tylko taka nazwa brzuszna) i ona daje "stan miłości"



Ja raczej czytałam o endorfinach, odpowiedzialnych za poczucie szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa. Działają podobnie do morfiny, ale jeśli nie zaczną się wydzielać ( od czego to zależy ? ), obiekt wcześniejszych uniesień staje się nam obojętny.
Jest też oksytocyna, dzięki której pragniemy czułości, bliskości i ciepła partnera...Pojawia się m.in podczas seksu ( choć też w czasie karmienia piersią ). Jej poziom spada w sytuacjach stresowych, nieporozumieniach, kłótniach itd.

Tyle w kwestiach czysto medycznych...Wygląda prosto i logicznie, tylko rzeczywistość, jako składowa wielu czynników jest mniej przewidywalna...


This user has been deleted!
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Naukowo wiele zbadano
halina1958
Użytkownik Postów: 5
Nowy

Miejscowość: Lubań
Pomógł: 0

Data rejestracji: 19.11.08

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 14-06-2011 07:36
Każdy przypadek jest inny od miłości do nienawiści jest bardzo blisko i za to odpowiada też nasz mózg.Natomiast za fakt porażki i odtrącenia,zdrady jesteśmy bezsilni walczymy latami zadając pytanie dlaczego? dlaczego?Jedno jest pewne czas jest lekarzem pozornym przyzwyczaja nas ,że jesteśmy chorzy i trzeba robić wszystko aby choroba nie postepowała ale to nie znaczy,że jesteśmy zdrowi .I z pewnością nigdy nie będziemy.Tak jak nie cofniemy lat do tyłu,ktoś nam zabrał młodość,ucziwość,poświęcenie i godność.W moim przypadku 30 lat małżeństwa nie jest wstanie wyleczyć żaden lekarz.To nie znaczy ,że poddałam się,pracuję nad swoimi emocjami i leczę rany w pozytywnym dla siebie świetle.Najważniejsze jest poczucie własnej godności i uczciwości choć nie koniecznie w dzisiejszych czasach popularnych.smiley
Wyślij Prywatną Wiadomość
Autor RE: Czas goi rany...jednak ?
Deleted_User
User deleted!

Postów: 0
Nowy

Miejscowość: nowhere
Pomógł: 0

Data rejestracji: 01.01.70

Ostrzeżenia:
Dodane dnia 14-06-2011 16:15
>>>Ja raczej czytałam o endorfinach, odpowiedzialnych za poczucie szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa. Działają podobnie do morfiny,<<<
Ja tam wolę myśleć, ze jednak za to wszystko jest odpowiedzialne te 90% mózgu, które nie jest jeszcze odkryte. Podpieranie chemią i hormonami raczej jest efektem całości niż przyczyną. W przeciwnym wypadku każdy zdradzacz/ka może zawsze i wszędzie zwrócić uwagę na to, ze miał "predyspozycje" lub na fakt, że chemia wzięła góręsmiley Na zasadzie biologii, chemii, fizjologii i innych nauk łącznie z psychologią można by uniewinnić każdego ze wszystkiego... Mordercę, zdradzacza, pedofila, gwałciciela... Nawet bałaganiarzasmiley no... Predyspozycje i obciążenia miał biedaczek...
http://basti2web.de Wyślij Prywatną Wiadomość
Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
Skocz do Forum:
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info